Za tydzień, 12 września, wielka uroczystość: Gala 90-lecia Bankowca w Gdyni – jednego z najwspanialszych obiektów gdyńskiego modernizmu, wpisanego na Światową Listę UNESCO. Zaprasza Maria Piradoff-Link – wolontariuszka, kustosz Mini Muzeum „Bankowiec”

Fot. Kazimierz Netka.

Poznaj architektoniczne dzieła Cywilizacji (Kultury) Mądrości i Wolności

Mija już ponad miesiąc od ogłoszenia światu, że modernistyczne Centrum Gdyni zostało wpisane na Listę UNESCO. Można powiedzieć, że to młodziutkie dzieło o potwierdzonej międzynarodowym werdyktem takiej światowej rangi. Wszak do owego ważnego rejestru trafiają najczęściej dokonania człowieka i przyrody liczące setki, a nawet tysiące i więcej lat. A tu młokos się trafił, zaledwie 90-letni. Jak to się ma np. do sędziwego Zamku w Malborku – jedynego jeszcze ponad miesiąc temu, obiektu z województwa pomorskiego, figurującego na Liście UNESCO? Jak to się stało, że w tak młodym wieku: 90 lat – gdyński skarb architektury znalazł się w prestiżowym gronie najcenniejszych i najwspanialszych obiektów świata? Śmiało powiedzmy: bo twórcy gdańskiego modernizmu byli i są wspaniali. Zapewne żaden z nich nie miał świadomości, jak wielkie dzieło tworzy.

Fot. Kazimierz Netka.

Dzisiaj jednak przychodzi na myśl pytanie: kto doprowadził do tego, że modernistycznymi, gdyńskimi budynkami „statkami” zaczęto się bliżej interesować? Zwykli ludzie. To oni rozpoczęli pielęgnowanie, ocalanie polskich unikatów, przetrwałych do dzisiaj, mimo że Gdynię oznaczyli jako swoją niemieccy naziści, hitlerowcy i nazwali ją po swojemu: Gotenhafen, Nie stworzyli jej, ale nazwali po swojemu, rozmieszczając tablice i flagi hitlerowskie w polskim mieście. Co jednocześnie było sygnałem dla Gdynian, że nie są u siebie, że powinni się wynosić. To wydarzenie jest upamiętnione w postaci Pomnika Gdynian Wysiedlonych.

Dzisiaj też są rozmieszczane niepolskie flagi na unikatowych gdyńskich obiektach i czynione przygotowania do umieszczenia tablic z inną nazwą Gdyni. Zniknął pomnik budowniczego Gdyni Eugeniusza Kwiatkowskiego. Gdynia, jako polskie miasto stała się zbyt sławna i tę sławę trzeba zneutralizować? Znowu Gdynianie mogą poczuć, że nie są u siebie i powinni spodziewać się eksmisji? Takie myśli przychodzą nam do głowy po bliższym zainteresowaniu się sprawą budowy Gdyni. Pojawiają się bowiem sugestie, że to nie Polacy Gdynię zbudowali.

Dlatego proponujemy, aby na obiektach UNESCO w Gdyni umieścić też flagi wszystkich społeczności, grup etnicznych, narodowościowych, których reprezentanci zaprojektowali te budynki, stworzyli je.

Fot. Kazimierz Netka.

Narodziny Gdyni są ściśle związane z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Gdyby nie to, jeszcze długo pod pruskim panowaniem nie byłoby miasta Gdyni, stoczni, portu, a mieszkańcy tej ziemi byliby nadal znacznie poniżej nawet średniego europejskiego poziomu. Awans społeczny, kulturowy, materialny, mógł tutaj, nad Zatoką Gdańską, a także m.in. na Pojezierzu Kaszubskim, na Pobrzeżu Kaszubskim zaistnieć dzięki przybyszom z innych stron II Rzeczypospolitej, z terenów znajdujących się na wschód, na południe i na południowy zachód od Gdańska, oraz dzięki potomkom tych przybyszów i tak jest do dzisiaj. Ośmieliliśmy się nazwać tych ludzi dobroczyńców – przychodźców z innych stron Polski oraz epokę, w której żyją Cywilizacją (Kulturą) Mądrości i Wolności, która jest rozwijana od momentu zaślubin Polski z morzem, dokonanych przez Generała Józefa Hallera i Jego Żołnierzy 10 lutego 1920 roku. Architekci – twórcy gdyńskiego modernizmu są jednymi z pierwszych reprezentantów tej Cywilizacji.

W piątek, 4 września 2026 toku, mieliśmy przyjemność spotkać się ze współczesnymi kreatorami, współtwórcami realizatorami, kontynuatorami idei Cywilizacji (Kultury) Mądrości i Wolności nad Zatoką Gdańską, m.in. z Oktawią Gorzeńską – wiceprezydentką Gdyni,  Joanną Leman – kierowniczką Referatu Współpracy z Zagranicą Urzędu Miasta Gdyni; o zabytkowych gdyńskich obiektach z Listy UNESCO mówił Jarosław Kaczmarczyk – prezes honorowy Koła Przewodników PTTK w Gdyni im. Kazimierza Małkowskiego; gościli nas: Maria Piradoff-Link – wolontariuszka, kustosz Mini Muzeum „Bankowiec” czyli minimuzeum Gdyńskiego Modernizmu w Domu BGK, zwanego popularnie Bankowcem; Mirosław Studniak – opiekun historycznego wnętrza mieszkania pierwszego burmistrza Gdyni Augustego Krauzego: „Dom Burmistrza”. Trzeba przyznać, że wspomniana Cywilizacja jest rozwijana przez zacnych wspomnianych wyżej ludzi. Mieliśmy przyjemność wspólnego zwiedzania gmachów gdyńskiego modernizmu wpisanego na Listę UNESCO.

Fot. Kazimierz Netka.

Dotarłszy na dworzec PKP Gdynia Główna już jesteśmy w otoczeniu wyróżnionego przez UNESCO gdyńskiego modernizmu. Gmach dworca jest bowiem takim właśnie obiektem. Wychodząc do miasta, od razu rzuca się nam w oczy wielki budynek naprzeciwko, przy Placu Konstytucji.

Fot. Kazimierz Netka.

To gmach Sądu Rejonowego, również obiekt modernistyczny. Podobnie pięknym przykładem tej architektury są znajdujące się nieco dalej Miejskie Hale Targowe.

Fot. Kazimierz Netka.

Najwspanialsze obiekty istnieją przy ul. 10 Lutego. Przypominają swym wyglądem wizerunki statków na szlaku prowadzącym wprost do portu, do morza.

Odwiedzamy jeden z nich: Bankowiec. Wita nas Maria Piradoff-Link – wolontariuszka, kustosz Mini Muzeum „Bankowiec” – osoba, która najznaczniej przyczyniła się do tego, że gdyński modernizm został wpisany na Światową Listę UNESCO.

Fot. Kazimierz Netka.

Pani Maria Piradoff-Link od blisko 20 lat dba o ocalenie nawet najdrobniejszego elementu stworzonego przez architektów, budowniczych modernistycznego śródmieścia Gdyni.

– Tak, jest to budynek drugi flagowy w Gdyni po budynku ZUS-u, który się znajduje naprzeciwko – potwierdza Maria Piradiff-Link. – Natomiast Bankowiec to chyba budynek najlepiej rozpoznawalny w Gdyni z tego względu, że prowadzimy naszą działalność muzealną już 18. rok.

– Dzięki temu, że Pani założyła to Muzeum – uzupełniamy.

– No tak to założyłam i tak działamy przez 18 lat, wprowadzamy wycieczki tutaj na dziedziniec, na klatkę reprezentacyjną, pokazujemy schron, pokazujemy muzeum i właśnie od 18 lat Gdynianie i nie tylko przychodzą i poznają ten budynek, dlatego jest najbardziej rozpoznawalny.

Urząd Miasta, gdy ktoś z dziennikarzy prosi o wywiady panią prezydent miasta Gdyni czy inne osoby, to zawsze jest pokazywany nasz budynek jako ten flagowy. A czym on się różni? Jest najważniejszym, największym budynkiem mieszkalnym z wzniesionych w Gdyni przed wojną, najwyższym budynkiem w śródmieściu. Jedyny w Gdyni, który ma na wejściu gorseciki. Jedyny budynek, który ma specyficzne okna, znane dla modernizmu – one doświetlają klatkę schodową, ale też jedyne, które są złożone ze specjalnych segmentów metalowych i można je uchylnie otwierać specjalnymi sworzniami.

Fot. Kazimierz Netka.

Jest to jedyny budynek w Gdyni, który ma swój podziemny garaż. Niejedyne miejsce, które ma swój schron, ale z budynków mieszkalnych niewiele było takich i schron jest wyposażony, czyli właściwie można się tam schować. Cały budynek powstawał w trzech etapach, od 1930 do 1939 roku.

Trzy segmenty osobno budowane, one się troszeczkę różnią, ale prawie identyczne. Wszystkie mają elementy wyposażenia producentów przedwojennych.

Tyle tylko, że Bankowiec to nazwa nadana chyba w tym momencie, kiedy wspólnota powstawała. Szkoda, bo Dom BGK to historyczna nazwa.

No i czym się różni? W części pierwszej są apartamenty dochodzące do 200 metrów kwadratowych, luksusowo wykończone i są trzy wejścia do jednego apartamentu; dwa wejścia z klatki głównej i jedno z klatki bocznej tak zwane pomocnicze, kuchenne lub inaczej dla służby – różnie to się nazywało.

W Gdyni powstało podobne muzeum kameralne na Hali Targowej ale to inny rodzaj; powstało po wielu latach, gdy ja już miałam. Kiedyś konserwator zabytków w Gdyni w swoim artykule napisał, że nasze muzeum to mini muzeum, które jest na skalę Polski jedyne. Czy jedyne – nie wiem. 18 rok je prowadzimy i to jest praca społeczna; my nie zarabiamy. Zrobiliśmy je sami, bez dofinansowania. To jest też ewenement; dla dorosłych, młodzieży i dla młodszych. Dzieci widzą jaka była moda, jak się żyło 90 lat temu.

To nie jest zupełnie dzięki mnie, bo pracowało nad tym kilka lat dużo więcej osób i specjaliści. Natomiast rzeczywiście daliśmy swoją cegiełkę, by wszystkie komisje z UNESCO, które przyjeżdżały oglądać, cudzoziemcy przychodzili zawsze do muzeum i do Bankowca. Dziennikarze cudzoziemcy przychodzili, pani Joanna Leman była tłumaczem, gościli tu Czesi, Brytyjczycy, Niemcy i już teraz zapowiadają się ci sami.

To taka niespodzianka dla mnie, że oni konkretnie ze mną chcą jeszcze rozmawiać. W związku z tym rzeczywiście to jest promowane przez Urząd Miasta jako: oddolna inicjatywa, oddolna mieszkańców, którzy społecznie, którzy coś robią, którzy robią to z pasją. Do takich ludzi należę; ja właśnie nic nie muszę. A to co robię to chcę.

Maria Piradoff-Link, jestem nieformalnym, ale tak mnie nazywają, kustoszem minimuzeum, jestem mieszkanką, wprowadziłam się dopiero w 2006 roku i też należę do zarządu wspólnoty i nadal jestem w tym zarządzie; nadal dbam o zabytki, bo przecież do wspólnoty należą między innymi ochrona zabytków, renowacje. Współpracuje z Urzędem Miasta, z konserwatorem zabytków – mówi o sobie twórczyni Muzeum w Bankowcu. I opowiada dalej:

– Mamy dużo pomysłów i 90-lecie Bankowca – tej pierwszej części wybudowanej na 10-lecie Gdyni – wtedy Gdynia dostała właśnie ten Dom BGK. I mimo, że on był w październiku oddany, to już pierwsi mieszkańcy się wprowadzili, to w listopadzie było huczne rozpoczęcie i gazety się rozpisywały w całej Polsce o pięknym, wspaniałym, modernistycznym budynku, szalenie luksusowym i wspaniale wyposażonym, bo robiło to rzeczywiście wrażenie – mówiła Maria Piradoff-Link o sobie i o Bankowcu. – Ja sie architektury zaczęłam uczyć tutaj. Pochodzę z rodziny ekonomistów, skończyłam Uniwersytet Gdański, geografię, więc nie mam nic wspólnego z architekturą.

Na początku, jak otworzyłam muzeum, to też popełniałam może jakieś błędy. Opierałam się na opowieściach mieszkanek sprzed wojny. No i coś opowiadałam tutaj, ale potem też konserwator zabytków przyprowadzał swoje wycieczki, prezydent Marek Stępa też i ja się tak wdrażałam, chodziłam na konferencje: modernizm w Europie, modernizm w Gdyni. Potem Agencja Rozwoju Gdyni robiła weekendy architektoniczne i ja się Gdyni nauczyłam w tym budynku, ja się tego domu nauczyłam sama i jeszcze poodkrywałam różne rzeczy. Książkę napisałam „Budynek znany i nieznany”, czyli te rzeczy niepublikowane pokazuję właśnie w tym podręczniku. No i taką się zrobiłam pasjonatką Gdyni, ale przede wszystkim mojego domu. Domu BGK, dziś zwanego Bankowiec, ale ściśle związanym z bankiem, oczywiście.

Wchodzimy do wnętrza budynku, przez pomieszczenie z wspaniałymi filarami, z płytkami – gorsecikami na posadzce. Spoglądamy w górę, na klatkę schodową. Piękny widok.

– Czy ja tego nie widziałem w filmie „Zatoka Szpiegów”? – słychać pytanie.

– Proszę zwrócić uwagę na wejście do klatki schodowej, tam są gorseciki. Wycieczkom pokazujemy zawsze tę klatkę. Zdjęć mamy bardzo dużo, ponieważ Agencja co roku robi konkurs, a ten budynek jest dobry do fotografowania, bo ma swoją duszę, ma to, co ja nazywam Aleją Filarów, tych właśnie podtrzymujących, jest specyficznie wybudowany. Są jeszcze sytuacje takie, że ktoś kupuje mieszkanie, tam zaś zabytkowe rzeczy, elementy wyposażenia. Dyrektor Jacek Debis z Agencji Rozwoju Gdyni, gdy się dowie, że jak jest takie mieszkanie, to organizuje wycieczkę i idziemy tam.

Ostatnio było właśnie takie mieszkanie pokazywane jeszcze z gorsecikami. Co mnie cieszy, że ci młodzi, którzy kupują mieszkania, zostawiają sobie gorseciki, zostawiają sobie drzwi, jak ich stać na renowacje drzwi i okien – co jest dużo droższe niż kupno nowych i wymiana starych.

Fot. Kazimierz Netka.

W ostatnich latach było tak, że raz, dwa, trzy, cztery, pięć, chyba osób zachowało elementy zabytkowe. Ja zabytków bardzo dużo pozbierałam. Jeśli komuś brakuje, ja tym nie handluje, tylko po prostu uzupełniam w różnych mieszkaniach.

Nawet ktoś z 3 Maja, z innej kamienicy poprosił i też dostał. Handluję tylko z Warszawą na zasadzie wymiany, bo zbieram czerwone gorseciki, które tu są trochę sztuczne. Ja im daję żółte, oni mi czerwone. To jest mój handel wymienny. Mam takich ludzi, którzy przywożą worek czerwonych, ja im daję tyle samo żółtych, żeby ich zachęcić do następnej wymiany.

Fot. Kazimierz Netka.

Będę robiła plan wieloletni co tu trzeba poprawić, bo przede wszystkim odtworzyć trzeba pochwyt z bramy, który nam ukradli, bo to był mosiądz.

Chcę jeszcze dodać, że w innych klatkach jest trochę inaczej, bo to są trzy segmenty w różnych czasach budowane i na półpiętrze jak dochodzi się do okna , widać, że jest cofnięty podest i taka mała „dusza” pomiędzy oknami powstaje. To będzie pokazane na naszym filmie, który wyświetlimy na Gali 90-lecia Bankowca, 12 września.

Zwracamy uwagę na chyba marmurową „miseczkę” przymocowana do ściany:

Fot. Kazimierz Netka.

– To nie jest popielniczka, to jest kropielnica, na wodę święconą – wyjaśnia Maria Piradoff-Link. – Nie dla księdza, ale gdy ktoś, kto wychodził, to żegnał się w imię ojca i syna, żeby mu się nic nie stało, a potem Panu Bogu dziękował. Po prostu tak sobie to wyobrażam.

Przed wojną panie, które tu mieszkały, te damy, bo tu przecież elita mieszkała, wychodziły na kawkę, bo służąca sprzątała, kucharka gotowała, a pani sobie siedziała w Cafe Bałtyk – jak ona się nazywała.

Ale to jest moja interpretacja: jest łazienka, która ma dzwonek na służbę. Jak się dzwoni, to w przedpokoju rozlega się dźwięk. Na wycieczkach to opowiadam, ze swoją interpretacją ale zawsze zaznaczam że to moje domysły: pani poszła na kawę, pan się kąpie, dzwoni po gosposię, żeby mu plecy umyła… No i to jest moja opowieść. 18-letnia moja praca nie powinna być zdeptana jakimiś opowieściami, które są niehistoryczne i nieprawdziwe.

Jakie zestawienie: kropielnica z dzwonkiem na mycie pleców… – zauważamy.

– Wprowadzam różne takie elementy żartobliwe podczas wycieczek. Jedna wycieczka nie chciała wyjść: jeszcze niech pani coś opowie, niech pani nam coś opowie – takich opowieści to ja mam wiele. Jeżeli przyjedziecie na turnus dwutygodniowy to wam wszystko opowiem, co tu się działo, jakie różne historie były… – zachęcała Maria Piradoff-Link. – Do zobaczenia na 90-leciu Bankowca!

Do Domu Burmistrza wchodzimy przez drzwi okienne. Na zaproszenie, które przekazał Mirosław Studniak – opiekun tego miejsca: historycznego wnętrza mieszkania pierwszego burmistrza Gdyni, Augustego Krauzego. „Dom Burmistrza” znajduje się przy ul. Abrahama 25. Zapraszani jesteśmy na herbatę, kawę. Każdy sobie robi sam.

Fot. Kazimierz Netka.

– Tutaj nie ma rzeczy przypadkowych. Przyjechali z ministerstwa i mówili, że trzeba wszystko zaszpachlować, a przyjaciel mi powiedział, że mam tutaj chronić każdy oryginał – wspominał Mirosław Studniak. – To jest bardzo potrzebne też urzędnikom, którzy zaczynają budować zabytki; nie dbamy o historię, a budujemy tę historię. Budynek ten miał widok na plażę… Spłacam dług wdzięczności, że urodziłem się w tym kawałku świata, w Gdyni. Byłem ministrantem księdza Hilarego Jastaka. Patrzyłem na konstrukcję kościoła modernistycznego, który jest Zabytkiem Zadbanym, wpisanym do rejestru.

Siedziałem na klatce budynku Abrahama 28, patrzyłem na piękne wnętrza, często zaniedbane. Widziałem, że to jest wszystko unikatowe.

Fot. Kazimierz Netka.

Jak ten grzejnik, działający od 1926 roku. Palili w piecach, ale na dole. Jest człowiek, który w czasie wojny urodził się w tej piwnicy. Potem szukał Niemców, którzy go nie zabili – tu są takie historie.

Fot. Kazimierz Netka.

To jest mieszkanie pierwszego burmistrza Gdyni. Mamy jego oryginalny stół, z 1927 roku. Obiekt przy Abrahama 25 to jest jego budynek Augusta Krauze z ciekawą historią bo pomówiono go o malwersacje finansowe w mieście; on się potem oczyścił z zarzutów, po kilkunastu latach. Potem przyszła władza ludowa, dom mu zabrali, choć formalnie „sprzedał”, za ułamek wartości.

Fot. Kazimierz Netka.

Potem było 5 właścicieli, skłóconych. To jest połowa mieszkania. Przez 13 lat była postawiona tu ściana, nie można było wejść; wchodziliście przez okno przerobione na drzwi – mówił Mirosław Studniak.

Fot. Kazimierz Netka.

Tamtędy też wyszliśmy. Wiele jeszcze takich wspaniałych historii można by usłyszeć, poznając dzieje obiektów gdyńskiego modernizmu. Jest ich ponad pół setki; warto je poznać.

Kazimierz Netka

Proszę, czytaj również na portalu: netka.gda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *