Być jak kurtyzana

Źródło ilustracji: Krzysztof Antoń.

Określenie kurtyzana ma swoje korzenie w języku francuskim, gdzie courtisane oznaczało kobietę nie najlżejszej konduity wchodzącej w skład dworu kolejnego Ludwika.

Inną etymologię ma utrzymanka. Ta z kolei wywodzi się z języka rosyjskiego, w którym содержанка jest rzeczownikiem mającym pochodzenie w słowie содержание czyli po polsku utrzymanie.

Jak zwał tak zwał. I tak w końcu sprowadza się do tego, że określa się tymi terminami panie, które wchodzą w nieformalne związki z panami. I oczywiście dotyczy to także tczewskiego środowiska, bo nasze miasto nie jest wyjątkiem. Pierwszą grupę owych relacji stanowią układy, których podstawą jest fascynacja erotyczna, a nawet seksualna. To są po prostu – mówiąc po prostu – kochanki. Drugą grupę stanowią panie do towarzystwa, ale bez kontekstu alkowianego.

Z tymi ostatnimi jednak nie do końca jest jednoznacznie. Prowadzenie z nimi rozmowy nie zawsze bywa proste. Dlaczego? Bardzo często zdarza się, że nie czytają one prasy i książek, nie oglądają programów informacyjnych w tv, a swoją wiedzę o świecie opierają na tym, co przeczytają na Facebooku i na obejrzanych filmach na Netflixie. I jaki jest pożytek z takiej interlokutorki? Żaden. No bo ile razy można rozmawiać o pracy i przeszłych dokonaniach zawodowych.

Bywają takie, które wywodzą się ze środowisk nie najwyższych społecznie, z rodzin, gdzie istniała przemoc domowa i alkohol, a one same zostały dotknięte syndromem DDA. Ta nieformalna relacja w znacznym stopniu je nobilituje i dowartościowuje.

Dla tych wszystkich kobiet, i z pierwszej, i z drugiej grupy, ten on (tak deklarują) jest wsparciem, autorytetem, powiernikiem, psychoterapeutą, doradcą, mentorem, nauczycielem i pocieszycielem. On z kolei widzi się jako empatyczny opiekun, mający w swym działaniu rodzaj altruizmu skierowanego do niej jako wynagrodzenie za trudne i smutne dzieciństwo.

Obie grupy pań bardzo lubią być zapraszane na obiady, czasem wystawne kolacje, oczywiście z winem i nie do McDonald’sa czy Kociewiaka, ale do Hacjendy, Hot Paper czy Gemo. Dobrze widziane są spotkania w Plumkawce albo w Małej Czarnej. Bywają one też, ale już w swoim gronie ,w klimatycznej knajpce Po Maluchu, gdzie mogą raczyć się piwkiem, drinkiem, shotem, a może i zmrożoną wódeczką. Foty z takich eskapad wrzucają, zdarza się, na FB, na których widać ich nieskrywaną radość.

Nie jest także rzadkie traktowanie pana przez panią jak bankomat. A cele, które wymagają wsparcia finansowego, są różne: zapłacenie mandatu za przekroczenie prędkości autem, zakup smartfona, uregulowanie zobowiązania wobec kasy zapomogowo-pożyczkowej, opłata sądowa sprawy cywilnej, leczenie kota, honorarium lekarskie, zakup artykułów spożywczych, kiedy nie było co włożyć do garnka, a lodówka była pusta i wreszcie spłacenie długu wobec wujka. Chętnie przyjmują też prezenty. A to laptop, a to perfumy z bardzo wysokiej półki ( Versace, Paco Rabanne czy Bottega Veneta), a to różnoraka butikowa garderoba z płaszczem puchowym włącznie.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Często bez wyraźnego, albo żadnego, powodu owe relacje damsko – męskie dobiegają kresu. Najczęściej inicjatorką takiego rozwiązania jest ona. Powodem tego jest zazwyczaj fakt, iż nie potrzebuje ona już pomocy, albo znalazła sobie kolejnego sponsora. Świadczy to o tym, że brak jej godności, dumy, honoru i ambicji.

Zakończenie owego – jak mawiają Amerykanie – toxic relationship często ma taki finał, że ta ona próbuje jego zniesławiać, naruszać dobra osobiste i w ogóle „robić koło piór” czyli dyskredytować. Ale tu na obronę pana są odpowiednie zapisy w kodeksach: 212 kk, 216 kk i 23 kc. Jest również prawna możliwość odzyskania tych „pożyczek” i prezentów. Artykuł 898 kc dopuszcza odwołanie darowizny, jeżeli obdarowany dopuścił się względem darczyńcy rażącej niewdzięczności.

Z tego całego felietonu wypływa rada: nie należy wchodzić w relacje z kobietami w typie femme fatale. A ten tekst powstał właśnie w oparciu o relacje kilku tczewian, którzy uwikłali się w takie toksyczne związki trwające nieraz nawet 10 lat. Bo miłe złego początki

Krzysztof Antoń

Proszę, czytaj również na portalu: netka.gda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *