Cud gospodarczy zdarzył się w Niechorzu nad Bałtykiem – na terenie gminy Rewal, jednej z najbardziej zadłużonych gmin w Polsce. Na wydmie, na piasku, pani szlachcianka herbu Prawdzic, rodem z Kujaw, stworzyła drugi dom dla siebie – za pieniądze zarobione m.in. w Belgii. A korzystają na tym przede wszystkim seniorzy, z kraju i z zagranicy.

Na zdjęciu: Jadwiga Karłowska van Bergen na spotkaniu z dziennikarzami w Tawernie. Fot. Kazimierz Netka.

Tam, gdzie Fundusz Wczasów Pracowniczych nie mógł dać sobie rady, pani Jadwiga Karłowska van Bergen wskrzesiła ośrodek wypoczynkowy, o nazwie Dworek Prawdzic. Teraz wypoczywają tam seniorzy. W weekendy – odbywają się wesela, konferencje. Latem lekarze walczą o puchary w siatkówce plażowej.

Straciła, upaństwowiony, dworek jej przodków w powiecie włocławskim. Kupiła dwa zaniedbane budynki nad morzem i z nich zrobiła dworek – drugi dom dla siebie. Rozwijała biznesy w Polsce i za granicą; dawała pracę kilkuset osobom; eksportowała. A kluby biznesmenów o niej nie wiedzą. Kobieta biznesu; wzór godny naśladowania.

Niechorze – letnisko nad otwartym Bałtykiem, w województwie zachodniopomorskim. Tutaj, na wydmie, kilkadziesiąt metrów od morza, dokonał się cud gospodarczy. Dwa znacznie zaniedbane budynki, kiedyś we władaniu Funduszu Wczasów Pracowniczych, odkupione od FWP i połączone w jedność, nabrały nowej energii. Teraz tę swą zjednoczoną energię dają ludziom. Jednak, zanim do tego doszło, musiał pojawić się Demiurg, czyli sprawca, twórca. W przypadku owych „zjednoczonych” odrestaurowanych domów, siłą odnowy była pani. Wcześniej już znana z niezwykłych biznesowych dokonań. Nic dziwnego, że ma tyle energii; wszak jej ród ma swe korzenie w bardzo niezwykłej krainie, na Kujawach, gdzie też urodził się ten, który „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”, czyli król Kazimierz Wielki. Pani, która dokonała zjednoczenia podupadających budynków, to szlachcianka Jadwiga Karłowska van Bergen, herbu Prawdzic. Jej przodkowie pochodzą właśnie z królewskiej krainy.

 

Fot. Kazimierz Netka

Wtulone w zieleń, kilkadziesiąt metrów od plaży w Niechorzu stoją budynki, których wygląd świadczy, że są z okresu przedwojennego. W sam raz pasowały do Funduszu Wczasów Pracowniczych – państwowej instytucji, istniejącej w Polsce przez kilkadziesiąt lat. I rzeczywiście tak było. Niestety, FWP podupadł.

– To były dwa poniemieckie domy jednorodzinne, przejęte przez Fundusz Wczasów Pracowniczych – mówi Grzegorz Górecki – dyrektor spółki Firma Produkcyjno-Usługowa „Imoprojekt”, zarządzający Dworkiem Prawdzic. – Przez 6 lat stały, zniszczone. W takim stanie kupiła je pani Karłowska. Znajomi zadzwonili do szefowej i zapytali, czy chce kupić. Wzięła udział w przetargu, pokonała 12 osób. To była trafna decyzja. Na tego rodzaju usługi dla seniorów jest duże zapotrzebowanie. Uczestniczymy w wielu targach senioralnych, na przykład w Poznaniu, Gdańsku, Wrocławiu, Zielonej Górze, Sosnowcu. Bardzo dobrze współpracuje się nam z Uniwersytetem Trzeciego Wieku. Głównie są przyjazdy grupowe. Indywidualnych gości jest mniej. Z naszych usług korzysta też około 20 rodzin z Niemiec. Jesteśmy znani.

 

Fot. Kazimierz Netka

Okazuje się, że pani Jadwiga nie zajmowała się w swej karierze zawodowej organizowaniem wczasów dla innych osób. Specjalizowała się w budownictwie, meblarstwie, produkcji żywności. A przejście z biznesu spożywczego na turystykę, to był przypadek. Jadwiga Karłowska van Bergen z wykształcenia jest ogrodnikiem. Może dlatego wie, że nie można za bardzo przesadzać… Z ruin podnosiła domy bardzo powoli.

O dokonaniach pani Jadwigi dowiadujemy się więcej z ust pana Grzegorza Góreckiego – dyrektora ośrodka Dworek Prawdzic.

 

Na zdjęciu: Dyrektor Grzegorz Górecki. Fot. Kazimierz Netka

– Na rynku turystycznym jesteśmy od 19 lat – mówi dyrektor. – Zaczęło się od przetargu, który ogłosił Fundusz Wczasów Pracowniczych. Pani Jadwiga Karłowska kupiła dwa oddzielnie stojące domy. Powstał projekt połączenia tych dwóch budynków. ”Poszliśmy” w górę; chcieliśmy, bu goscie ponad wierzchołkami drzew mogli podziwiać Bałtyk. Już teraz nie możemy się rozbudowywać wyżej, ani na boki. Takie są zapisy w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Pozostało nam tylko modernizowanie tych obiektów, ulepszanie; słuchanie gości – by dowiedzieć się jakie są ich oczekiwania – i w tym kierunku idziemy.

Podstawową naszą działalność określa pakiet świadczeń o nazwie: „Senior”. Ten pakiet jest oferowany od 1 września do 1 czerwca. Są to turnusy 6-dniowe, zaczynające się w niedziele i kończące w piątki. Parking jest gratis, liczba wejść na basen i do jacuzzi w zasadzie nieograniczona. W pakiecie, oprócz różnych zabiegów, są też śniadania i obiadokolacje, dwa wieczorki.

Dlaczego od niedzieli do piątku?

– Bo mamy dużo zapytań o możliwości organizowania konferencji, szkoleń, spotkań jubileuszowych, przyjęć weselnych w weekendy – odpowiada dyrektor. Gdyby w tym czasie byli tu seniorzy, lubiący spokojne życie, doszłoby do konfliktu.

Na zdjęciu, od lewej: Red. Ewa Japał-Pac i Jadwiga Karłowska van Bergen herbu Prawdzic. Fot. Kazimierz Netka

Taki sposób świadczenia usług okazał się bardzo trafny i pozwala na efektywne wykorzystanie obiektów.

– A jakie doświadczenie biznesowe ma pani właścicielka?

Pani Jadwiga Karłowska jest z wykształcenia magistrem ogrodnikiem po Akademii Rolniczej – opowiada pan dyrektor Grzegorz Górecki. – Nasza szefowa najpierw była nauczycielką w Technikum Ogrodniczym w Koszalinie. Później los ją tak rzucił, że znalazła się na 10 lat w Antwerpii, ale wróciła do Polski. Rozpoczęła tutaj, na Pomorzu, działalność gospodarczą, zajmując się obróbką krewetek.

To była nowość na rynku. Firma z Niemiec dostarczała krewetki do zakładu, w którym zatrudnialiśmy około 200 osób – opowiada dyrektor. W Polsce dokonywaliśmy ręcznej obróbki tych owoców morza i potem mięso wracało do właściciela surowca, do Niemiec. To trwało około 10 lat. Nasze wyroby były wysokiej jakości, nie przeznaczano ich na konserwy czy do słoików. Sprzedawano je bezpośrednio, na hurcie; do restauracji.

– Byłem wówczas powiatowym lekarzem weterynarii – mówi o sobie Grzegorz Górecki. – Nadzorowałem te zakłady przetwórstwa na eksport. Później los tak chciał, że zrezygnowałem ze swego zawodu; stan zdrowia szefowej podupadł i zacząłem prowadzić przetwórstwo krewetek u pani Karłowskiej. Odpowiadałem za wiele rzeczy.

 

Fot. Kazimierz Netka

Obok przetwórstwa owoców morza rozwinęła się druga działalność gospodarcza pani Karłowskiej: wikliniarstwo. Zakład w pierwszych latach zatrudniał około 80 osób. Mieliśmy 5-hektarową uprawę wikliny. Produkty wyplatano według naszych pomysłów – razem ponad 1400 wzorów. Bywało, że na Boże Narodzenie wysyłaliśmy do Niemiec 40 ton snopków wiklinowych. Poza tym powstawały na przykład różnego kształtu kosze na kwiaty.

Zostaliśmy jednak wyparci z rynku wikliniarstwa przez Chiny. Zaczęliśmy wtedy eksportować do Anglii trumny wiklinowe, które dobrze się tam sprzedawały przez około 2 lata.

Z czasem znowu rozszerzyliśmy działalność; otworzyliśmy stolarnię i robiliśmy meble do sklepów wystawowych, takich jak na przykład Moda Polska.

Z tych działalności zgromadziliśmy kapitał na kupno tych dwóch budynków ale też musieliśmy wziąć duże kredyty. Systematycznie, spokojne, jedno piętro dobudowaliśmy, potem drugie. Teraz wymieniliśmy w 12 pokojach łazienki.

Wzmacniamy wyposażenie naszego Dworku. Kupujemy nowoczesny sprzęt SPA. Zmodernizowaliśmy kuchnię w zeszłym roku, wyposażając ją w piece sterowane komputerowo.

 

Fot. Kazimierz Netka

Naszym atutem jest lokalizacja Dworku Prawdzic. Goście o 7 rano wstają, idą na plażę, tam przygotowują sobie miejsce, wracają, budzą dzieci, jedzą razem śniadanie i potem wspólnie udają się na plażę. Postanowiliśmy jeszcze bardziej dostosować się do życzeń wypoczywających, dlatego o godzinie 13 wydajemy zupy dla dzieci. O godzinie 16 są obiadokolacje.

 

Fot. Kazimierz Netka

Dworek Prawdzic w Niechorzu słynie też z wielu imprez sportowych. Znane są organizowane tam co roku mistrzostwa Polski lekarzy w siatkówce plażowej. W tym roku było około 120 zawodników.

 

Na zdjęciu: Jadwiga Karłowska van Bergen i red. Marek Mierzwiak. Fot. Kazimierz Netka

Z panią Jadwigą Karłowską van Bergen potykamy się w Tawernie Dworku Prawdzic w Niechorzu. Wtulony w zieleń, charakterystyczny dla żeglarskiej braci budynek, jest idealnym miejscem na spotkania w kameralnym gronie.

– Z bratem Janem zaczęliśmy to robić – wspomina Jadwiga Karłowska. – Z początku brat nie chciał się w to mieszać ale kupiliśmy wspólnie, w 1999. Wyczyściliśmy, wymalowaliśmy, gości trochę przyjechało. W 2000 roku najpierw jeden dom przebudowaliśmy, malutkie pokoiki połączyliśmy, wyremontowaliśmy łazienki. Tu gdzie teraz jesteśmy, czyli w Tawernie, było rumowisko, opał, pozostałości pralni. Brat do mnie mówi: zdemontujmy…

– Jasiu, rozebrać zawsze zdążymy; jakaś idea może przyjdzie.

 

Fot. Kazimierz Netka

I tak powstała tawerna; piętrowy obiekt o wystroju, który przypadnie do gustu każdemu żeglarzowi. Długi stół, a przy nim ławy – warunki w sam raz do wspólnego biesiadowania. Na ścianach trofea łowieckie, obrazy. Na parterze bar, telewizor.

Dwa lata żeśmy to remontowali – opowiada pani Jadwiga Karłowska. – Jestem szczęśliwa, zadowolona, niczego mi nie brakuje. Najważniejsze jest dla mnie to, że mam wspaniałą załogę i dyrektora. Kiedyś bardzo często chorowałam; lekarz powiedział, że to ze stresu. Miałam przeszczep, w Antwerpii. Przed chorobą prowadziliśmy tu zawody jeździeckie. Trzy lata te zawody organizowałam; uwielbiam konie. Przyjeżdżało nawet 100 jeźdźców z wierzchowcami z całej Polski. Mieliśmy parkury; mój brat pracował przy tych zawodach.

 

Fot. Kazimierz Netka

Czy ktoś z władz samorządowych zainteresował się tymi zawodami? – pytamy.

– Proszę sobie wyobrazić, że nikt z władz gminnych nie przyszedł na te zawody. Z miejscowym panem sołtysem to prowadziliśmy. Gdy źle się poczułam to wtedy już upadły te zawody.

Moim marzeniem jest, żeby to wszystko działało, jak teraz; nie mam większych planów, jedynie pragnienie bym zdrowa była; to jest najważniejsze.

Dopasowuje każdy szczegół do życzeń, gości, nawet do najskrytszych marzeń. Ta adaptacja pomieszczeń przypadła do gustu pensjonariuszom. Przybywają tu chętnie z różnych zakątków, nie tylko Polski. Dokąd? Do niewielkiej, nadmorskiej miejscowości Niechorze, w gminie Rewal, na zachód od Kołobrzegu, w powiecie gryfickim.

Skąd były pieniądze na rewitalizację starych domów? Z działalności gospodarczej za granicą.

– W Belgii prowadziłam firmę remontowo – budowlaną – wspomina pani Jadwiga Karłowska. – Przyjeżdżałam do Niechorza na wakacje. Znajomy dał znać, że są obiekty do kupienia. Zawsze marzyłam, żeby mieć coś prywatnego nad morzem… Dużo pomogła moja działalność w Belgii. Tam remontowaliśmy domy, sprzedawaliśmy, a pieniądze wydawaliśmy na remont i rozbudowę, na tworzenie tego Dworku Prawdzic w Niechorzu.

Skąd nazwa Prawdzic?

 

Fot. Kazimierz Netka

– Mój Tato wywodzi się z rodziny szlacheckiej. Dworek dziadków stał w miejscowości Zgłowiączka – wspomina pani Jadwiga Karłowska van Bergen. -. Państwo przejęło ten dworek Byłam tam około 15 lat temu; nic nie zostało; grobowce zniwelowane, tylko tabliczki zostawili zdjęte z grobowca. My stworzyliśmy dworek tutaj, w Niechorzu. Herb po przodkach ze strony Taty, jest w dworku.

W zaciszu, parędziesiąt kroków do plaży. Nie tylko wysportowany wilk morski chętnie tu zagości. Także dla osób przybywających na podreperowanie kondycji tak nieodległe miejsce od styku Bałtyku z lądem, jest marzeniem.

Po spotkaniu z panią Jadwigą Karłowską van Bergen wzięliśmy mapę, by poszukać owej niezwykłej Zgłowiączki. Wije się rzeczka o tej nazwie, a przy niej miejscowość Zgłowiączka – w gminie Lubraniec, powiat włocławski. Nieco na wschód od Zgłowiączki, około 25 kilometrów w linii prostej, jest miasto Kowal, w którym urodził się król Polski, Kazimierz Wielki – ten, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Pani Jadwiga Karłowska przejęła ośrodek niemal zrujnowany, który teraz rozkwita.

– Czy władze centralne, biznesowe widzą tę pani działalność na rzecz ożywienia gospodarczego Polski, regionu? – zapytaliśmy następnego dnia.

– Nigdy nie było odzewu; nie należę do żadnego klubu biznesu. Nikt się do mnie nie zwrócił. Żadnego odznaczenia. Za co? Za to, że zrobiłam coś takiego, że goście chętnie przyjeżdżają?

– Dokładnie za to… – odpowiadamy.

Kazimierz Netka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *