Security and Space. Polska wkracza w przemysł kosmiczny.  Jaki ten przemysł u nas jest? Co nam może dać? Przed czym obroni? Czym jest zagrożony? – o tym mówiono w Gdyni, w Bałtyckim Porcie Nowych Technologii PSSE, podczas II Forum Bezpieczeństwa Przemysłu Morskiego.

Fot. Kazimierz Netka.

Technologie kosmiczne, Kosmos – to nie tylko nadzieje na poprawę obrony, ale również większe zagrożenia. Polska, Europa, USA nie są jedynymi użytkownikami tej przestrzeni, sięgającej w nieskończoność.

Istnieją też ryzyka związane z Urzędem Skarbowym, który przy wymierzaniu podatku bierze pod uwagę miejsce dostawy: w Unii Europejskiej, czy poza UE? A jak opodatkować wytwórcę produktu dostarczonego na Marsa (np. konstruktora polskiego „kreta” – urządzenia już działającego na Marsie, do głębokości 5 metrów w marsjańskim gruncie)?

10 stycznia 2019 roku zorganizowano w Gdyni II Forum Bezpieczeństwa Przemysłu Morskiego. Gospodarzem była Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna (PSSE), a gościny udzielił, należący do Strefy, Pomorski Park Nowych Technologii – na terenach po Stoczni Gdynia (kiedyś im. Komuny Paryskiej). Jednymi z tematów Forum, były technologie kosmiczne.

 

Fot. Kazimierz Netka

Czy przestrzeń międzyplanetarna może mieć coś wspólnego z oceanami i morzami na Ziemi? Kto miał wątpliwości – mógł się ich pozbyć, przysłuchując się wypowiedziom uczestników Forum. A przykładem niech będzie wystąpienie Marcina Osowskiego – wiceprezesa Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, na temat: „Współpraca Portu Gdańsk ze startupami. Skuteczna metoda wdrażania technologii kosmicznych”. Wcześniej, na to, że działania ludzi w Kosmosie i w środowisku morskim wiążą się ze sobą, wskazał w zeszłym roku Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie oraz przez Polska Agencja Kosmiczna (podczas krajowej konferencji naukowej „Kosmos a morze – na styku horyzontów”, 8 marca 2018 roku). Teraz, łącznikiem tych dwóch przestrzeni jest także m.in. Bałtycki Klaster Morski i Kosmiczny (Baltic Sea & Space Cluster), którego prezesem jest prof. Marek Grzybowski.

 

Fot. Kazimierz Netka

W czwartek, 10 stycznia 2019 roku, podczas II Forum Bezpieczeństwa Przemysłu Morskiego, temat „Case Study – Cyberbezpieczeństwo w polskim sektorze kosmicznym” przedstawił Paweł Pacek – wicedyrektor Agencji Rozwoju Przemysłu SA. Debatę pt. „Rozwój technologii kosmicznych w Polsce” moderowała dr hab. Katarzyna Malinowska z Akademii Leona Koźmińskiego. Uczestniczyli w tej debacie m.in.: Radosław Wika – dyrektor Działu Parków Naukowo-Technologicznych Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej; Aleksandra Bukała – dyrektor zarządzający Creotech Instruments S.A. i członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego; Marcin Janicki z Centrum Studiów Kosmicznych Akademii Leona Koźmińskiego, wiceprezes Dariusz Gołębiewski z PZU LAB; dyrektor Damian Szczerbaty z firmy Astronika; Paweł Pacek – dyrektor z Agencji Rozwoju Przemysłu.

Poniżej przedstawiamy najważniejsze wątki tej debaty, w tym wypowiedzi osób przysłuchujących się debacie.

 

Fot. Kazimierz Netka

Czym jest sektor kosmiczny w Polsce? W skali świata wiadomo, że to nie tylko skafandry kosmiczne i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Dowodem, że to się dzieje także w Polsce bardzo konkretnie, jest to, ze tutaj w Gdańsku Pomorski Klaster Morski zmienił nazwę na Klaster Kosmiczny i Morski. Profesor Marek Grzybowski był wielkim orędownikiem tej zmiany – mówiła dr hab. Katarzyna Malinowska z Akademii Leona Koźmińskiego.

Strumień górny i dolny

Jest bardzo wiele rozumień sektora kosmicznego. W przemyśle kosmicznym wyróżnia się podział na upstream i downstream. Upstream –to wszystko, co się wynosi w przestrzeń kosmiczną: satelity, rakiety, elementy satelitów, wszystkie obiekty lub ich składowe, które w Kosmos wynosimy, po to, by jakieś dane z kosmosu uzyskać.

Downstream – to, co spływa do nas z urządzeń będących w Kosmosie. Downstream to 90 procent sektora kosmicznego, ponieważ, to jest użyteczne. Posiadanie satelity na orbicie nie jest na Ziemi użyteczne, jeśli satelita nie dostarczy żadnych danych, np. optycznych, radarowych, telekomunikacyjnych. Wynosimy urządzenia w przestrzeń kosmiczną po to, by móc się lepiej komunikować czy też uzyskać jakąś lepszą świadomość sytuacyjną na Ziemi. Dlatego mówi się, że 90 procent przemysłu kosmicznego to downstream, a 10 procent upstream.

36 000 km nad Ziemią

Downstream jest głównie związany z branżą informatyczną szeroko rozumianą, z przetwarzaniem, danych – coraz większej ilości danych. Największą składową w branży downstream jest telewizja satelitarna – to największy rynek, teraz borykający się z dość dużym kryzysem, ponieważ satelity telekomunikacyjne związane z telewizją satelitarną to satelity tzw. geostacjonarne, na orbicie bardzo wysokiej – około 36 000 km nad poziomem morza, to jest najwyższa orbita gdzie się umieszcza satelity orbitujące wokół Ziemi, nie mówiąc o sondach międzyplanetarnych, w związku z tym te satelity są bardzo duże, bardzo ciężkie, bardzo drogie i trudne do wyniesienia na orbitę.

W związku z kryzysem takiej tradycyjnej telewizji wypieranej przez treści dopasowane do użytkownika, internetowe, pod znakiem zapytania stoi przyszłość inwestowania w tę ogromną infrastrukturę – mówiła Aleksandra Bukała – dyrektor zarządzający Creotech Instruments S.A. i członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Bezpieczeństwo

 

Fot. Kazimierz Netka

Drugim takim najbardziej obiecującym segmentem tej branży są obserwacja Ziemi. To boom z ostatnich lat. Przez wiele lat satelity obserwacyjne wykorzystywane były wyłącznie na potrzeby wojskowe – prawie wyłącznie, natomiast ostatnio jest boom na wykorzystanie zobrazowań (np. fotografii Ziemi z Kosmosu) do bardzo wielu różnych zastosowań, np. w rolnictwie, geodezji, kartografii, w planowaniu przestrzennym, w monitorowaniu środowiska, ziemskiej biomasy, do ochrony klimatu. To branża bardzo obiecująca.

W kontekście bezpieczeństwa bardzo dużo też się dzieje w Kosmosie. Jesteśmy wydaje mi się branżą, która jest bardzo świadoma wszelkich aspektów związanych nie tylko z bezpieczeństwem, ale również z zarządzaniem ryzykiem. Ta branża, mówi się, że jest blisko branży zbrojeniowej czy lotniczej, natomiast jest też fundamentalnie różna.

Jeśli budujemy nowy samolot, to gdy coś nam nie wyjdzie – jakiś komponent – i interferencje mogą się pojawić, to zawsze ten samolot można wprowadzić do hangaru i poprawić. Jeżeli wystrzelimy satelitę to już nic nie możemy zrobić i to fundamentalnie wpływa na prace z projektowaniem jakiegokolwiek elementu kosmicznego. Musimy wszystkie możliwe usterki przewidzieć tutaj na Ziemi i odpowiednio się do nich odnieść; mamy bardo rozbudowane wymagania odnośnie analizy w najgorszym przypadku, bardzo rozbudowane procesy weryfikacji każdego etapu projektowania, testów. To wszystko nakłada się na walkę technologiczną pomiędzy różnymi państwami, agencjami. To są technologie, które mogą z łatwością zostać wykorzystane na potrzeby bezpieczeństwa i obronności, w związku z tym wymogi odnośnie ochrony informacji, systemów w których działamy, polityki dostępu do informacji zarówno dla pracowników jak i w relacjach pomiędzy partnerami, są też bardzo istotne.

6-latek?

 

Fot. Kazimierz Netka

W Polsce przemysł kosmiczny jest młody, ale mamy bardzo długie tradycje naukowe; Centrum Badań Kosmicznych powstało w 1977 roku i dwa lata temu świętowało swe 40-lecie, natomiast przemysłowa branża kosmiczna zrodziła się pod koniec 2012 roku. 19 listopada 2012 przystąpiliśmy do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i to otworzyło polskim firmom możliwość udziału w dużych programach kosmicznych i dostępu do wiedzy związanej z tym, jak proces projektowania przebiega, jak wygląda konstrukcja tej branży w Europie, na świecie. Mamy nieco ponad 6 lat jako branża, ale prężnie się rozwijamy. Związek Pracodawców Sektora kosmicznego liczy 62 członków. Zaczynaliśmy w październiku 2012 roku z 12 firmami, a teraz już jest nas 62. Polska składka do Europejskiej Agencji Kosmicznej wynosi obecnie około 35 milionów euro i to w segmencie upstream, bo ESA podobnie jak NASA działa wyłącznie prawie w sektorze upstream, który jest trudny, wymaga bardzo dużych kompetencji technicznych, rozbudowanej infrastruktury laboratoryjnej, testowej, bardzo zaawansowanego szkolenia kadr, stąd europejskie państwa w latach 60 XX wieku doszły do wniosku, że samodzielnie każde z państw nie będzie w stanie zbudować wystarczających kompetencji oddzielnych i stąd powstała Agencja i podjęta została decyzją polskiego rządu o przystąpieniu do tej agencji.

Zasada zwrotu geograficznego

Wielkość polskiego rynku to teraz 35 milionów euro. Czekamy niecierpliwie na Krajowy Program Kosmiczny, który został już przyjęty przez Polską Agencję Kosmiczną; teraz jest na terapie konsultacji w KPRM, ponieważ musi zostać przyjęty przez Radę Ministrów. On też zakłada inwestycję porównywalną do wkładu w ESA. To standard dla branży – zazwyczaj program krajowy to jest drugie tyle co program Agencji. Program krajowy jest o tyle dla nas ważny, że w ramach Europejskiej Agencji Kosmicznej weszliśmy w układ dość mocno ustatkowany od lat 60. Są kraje mające wieloletnie tradycje, a biorąc pod uwagę wszystkie trudności związane z projektowaniem w kosmosie, wszystkie ryzyka, preferowani są oczywiście partnerzy, którzy wiedzą jak to robić. Młodzi gracze mają na tym rynku trudniej, dlatego ESA wprowadziła zasadę tzw. zwrotu geograficznego, czyli każde państwo członkowskie ma gwarancje od ESA, że składka, którą państwo wpłaca – wraca następnie z ESA do polskich podmiotów w postaci kontraktów.

Rynek się rodził dzięki polskiej składce do ESA, w tej chwili, sektor downstream jest częściowo wspierany przez Komisję Europejską w programie Horyzont 2020 w porozumieniu z ESA, a częściowo jest czysto komercyjnym sektorem, i tu też są polskie sukcesy. Ja tu występuję jako Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego, ale moja firma Creotech też działa w obszarze dużych repozytoriów obserwacji satelitarnych.

Liczba polskich firm kosmicznych

 

Fot. Kazimierz Netka

Definicja sektora jest bardzo niejednoznaczna. Wśród firm zarejestrowanych w bazie firm współpracujących z ESA, w tej chwili jest 441 podmiotów. Aktywnie działa około 90, i nie dla tych wszystkich technologie kosmiczne są podstawową działalnością. Wśród firm kosmicznych jest więc np. cyfrowy Polsat, Orange czy NC+, a to nie są firmy, które zwyczajowo powinniśmy uważać za część sektora kosmicznego, ale wykorzystują sygnał satelitarny. Dominuje downstream – obszar sektora kosmicznego, który jest bliżej użytkowym, przeciętnemu użytkownikowi, czyli obróbka, magazynowanie, pozyskiwanie danych satelitarnych. Polska jest mocna jeśli chodzi o IT, wykorzystanie informatyki stąd też dość liczna grupa firm softwaerowych. Duże firmy znalazły się w grupie zainteresowanych fejsem jak Asseco czy Atos.

Są firmy prime, jest ich 4 – w zasadzie 3 – w Europie: Thales, Airbus i na zlecenie ESA – OHB – jako trzeci primeintegratorzy systemów.

Dwa lata temu, byliśmy na poziomie dostawcy technologii; może niektóre firmy miały możliwość realizacji dla ESA projektów, które były podsystemami. Poprzez integrację, jak np. firma Creotech na zlecenie ESA miała możliwość realizacji projektu tego satelity.

Miejsca pracy

 

Fot. Kazimierz Netka

Polski przemysł kosmiczny nie jest sektorem licznym jeśli chodzi o zatrudnienie. Odnosząc się do około 90 firm działających w sektorze kosmicznym to pracuje w nim około 800 osób. Średnia przeciętna firma zatrudnia około 15 pracowników, a sektor ten jest zdominowany przez MŚP – małe i średnie przedsiębiorstwa i kilka dużych będących oddziałami firm zachodnich, przez co kapitałowo są one traktowane jako firmy duże.

Największa – Astri – zatrudnia 67 osób, co w zderzeniu z innymi firmami w otoczeniu portowym to niewiele. 5 największych spółek zatrudnia 220 osób, ale sektor dynamicznie się rozwija i 100 – 150 osób rocznie uzyskuje w nim zatrudnienie. W większości firm widoczny jest dynamiczny wzrost zatrudnienia.

Sektor kosmiczny to nie tylko segment komercyjny firmy, ale również całe otoczenie, ekosystem. Wokół firm kosmicznych istnieję sieć powiązań. Tworzą tę sieć uczelnie, instytuty, media, wsparcie kapitałowe, pojawiają się też inwestorzy, więc sumując: sektor kosmiczny komercyjny plus to otocznie – to zatrudnienie wynosi 1500 osób. Nie jest to wielka liczba, ale jest już lepiej.

Wartość rynku

 

Fot. Kazimierz Netka

Dwa lata temu firma doradcza sporządziła analizę, traktując sektor kosmiczny wąsko i szeroko i te kwoty, jeśli chodzi o wartość polskiego rynku kosmicznego, są podane w miliardach złotych. Niezależnie od tego jakie jest podejście, nie znamy metodologii badania, natomiast jeżeli jest się w środku sektora, wiadomo, że te liczby mają się nijak do rzeczywistości.

Prawdopodobnie do wartości sektora został dołączony rynek telefonii komórkowej czy transmisji satelitarnych sygnałów telewizyjnych i to jedyne wytłumaczenie skąd wzięła się taka olbrzymia kwota. Z naszych szacunków wynika, że ta wartość rynku wynosi około 150 mln złotych – mówił dyrektor Paweł Pacek.

Wielkość projektów

Największy projekt zrealizowany do tej pory to 11 mln euro. Średnia wartość kontraktu, dotycząca małych firm, korzystających z grantów to 60 – 100 tys euro. Te granty są podstawowym „pokarmem” firm małych. Większe realizują projekty o średniej wartości kontraktu 500 tys. – 1 mln euro.

Powyższe jest związane z wartością polskiej składki do ESA. Im ona będzie wyższa, tym kontrakty będą większe i będziemy dopuszczeni do większego kawałka tego „tortu”. To się oczywiście wiąże, ale niestety, te 11 mln euro to jaskółeczka nie zapowiadająca wiosny dłuższej. Projekt trwa wiele lat, więc nie jest tak, że co roku firma uzyskuje takie wsparcie

Podstawowe dane bardzo istotne dla Polski

 

Fot. Kazimierz Netka

Jesteśmy członkiem ESA od 2012 roku; PAK powstała w 2014 roku; 2017 – przyjęliśmy Polską Strategię Kosmiczną (PSK). Obecnie opracowywany jest program wykonawczy dla PSK czyli plan Krajowy Program Kosmiczny. Organizacją zrzeszającą firmy jest Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego – 62 firmy

Taki jest obraz polskiego sektora kosmicznego – niewielkiego, patrząc po zatrudnieniu, kontraktach – dynamicznie rozwijającego się. Porównywaliśmy polski sektor do kilku rozwijających się w Europie Środkowo-Wschodniej i nie wygląda to źle. Jest stosunkowo niska polska składka do ESA. Czesi mając 3 razy mniejszy sektor kosmiczny mają składkę w wysokości 32 milionów euro, co jakby pokazuje dysproporcje w zaangażowaniu środków krajowych, które wpływając do ESA na zasadzie zwrotu geograficznego, jeszcze trafiają do Polski.

Ocena dokonana przez uczestników debaty

 

Fot. Kazimierz Netka

Średnie zatrudnienie 15 osób będących w stanie zrealizować kontrakty sporej wartości – to uderzające, że nasze firmy są tak małe, a potrafią tak wielkie projekty realizować przy niewielkich zasobach osobowych. Naszym odbiorcą jest ESA, a produkty tworzymy głównie w grupie upstream.

A czy poza ESA czy możemy zidentyfikować odbiorców usług sektora kosmicznego polskiego? Chodzi o to, że także otoczenie jest ważne, również dla zobrazowania bezpieczeństwa na sektor kosmiczny ma wpływ także to, komu dostarczamy – czyli na jakie sektory ten sektor kosmiczny ma wpływ, dlaczego to się ma kojarzyć i na pewno z bezpieczeństwem i cyberbezpieczeństwem?

Faktycznie jest tak, że głównym odbiorcą tego, co produkują polskie firmy jest ESA, ale to nie znaczy że tylko ESA bezpośrednio jest zleceniodawcą. Bardzo często będą to zlecenia z tzw. primes – głównych integratorów systemów w Europie, którzy np. składają satelity i tak czasem polski sektor kosmiczny pracuje na zlecenie ESA, Airbus, Tales składającymi satelity i oni są zleceniodawcami dla polskiego sektora kosmicznego.

Jeśli będziemy mówili o firmach dostarczających wysublimowane mechanizmy techniczne, np. materiały budulcowe dla satelitów, nawet te, które są przetwarzane, to bezpośrednio, w tym krajobrazie związanym z cyberbezpieczeństwem państwa, jesteśmy na drugim planie. Z perspektywy firm takich jak Astronika cyberbezpieczeństwo dotyka nas w takim samym zakresie jak wiele innych firm produkcyjnych, które opierają swą wartość dodaną na zaawansowanych technologiach i na własności intelektualnej. Jesteśmy wrażliwi i uczuleni na to, jednak nie tak bardzo jak firmy, które dostarczają krytycznych zobrazowań satelitarnych czy radarowych czy zobrazowań – mówił dyrektor Damian Szczerbaty z firmy Astronika.

Średnia wartość kontraktu jest w całym czasie jego trwania, a czas trwania projektu w sektorze kosmicznym jest dość długi. Misje są realizowane przez 10 i więcej lat. Te 500 tysięcy euro rozłoży się na kilka lat i okaże się, że to nie jest dużo.

Skoro nasi przedsiębiorcy są rzadko prime contractor jeżeli pracują do sektora upstream to przełożenia na bezpieczeństwo czy cyberbezpieczeństwo nie będą miały. Tam, gdzie mogą pracować w systemie downstream – pewnie bardziej.

Programy akceleracyjne – czyli przyśpieszanie to co państwo robią

W Polsce sektorem kosmicznym zainteresowane są 3 parki technologiczne: krakowski, wrocławski i gdański. GPNT podlega pod zarządzanie PSSE więc jest to naturalna rzecz ż właśnie w GPNT był prowadzony akcelerator, były to spotkania, wdrażaliśmy nowe technologie, oczywiście program był wspierany przez różnego rodzaju instytucje, partnerów zagranicznych, mentorów zewnętrznych, którzy byli specjalistami z dziedzinie spaceowej. Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna odpowiadała od 2016 roku do końca 2018 roku za akcelerację, która dotyczy startupów – mówił Radosław Wika – dyrektor Działu Parków Naukowo-Technologicznych Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (PSSE). Program polegał na tym, że PSSE zarządzała programem, do którego zostały zaproszone duże przedsiębiorstwa. Udało nam się współpracować z 11 dużymi graczami jak Orange, Lotos, Porty w Gdańsku i w Gdyni, PZU LAB – które były zaangażowane w proces akceleracji.

Wspólnie udało się wyakcelerować 3 podmioty, które z sukcesem wdrożyły swe technologie i podpisały kontrakty na wdrożenie swych usług i produktów.

Należy nadmienić, że Polska Agencja Kosmiczna znajduje się w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym, więc PSSE jest umocowana w tym świecie.

Satim, Spectator, Blue Dot – firmy, które albo były u nas w Parku, albo brały udział w programie akceleracyjnym. Startupy wdrażały technologie u dużych graczy. Orange dostarczał wyzwań, a startupy odpowiadały na jego problemy; każdy ze startupów otrzymywał wsparcie pieniężne i mentoringowe: do 200 000 złotych na wdrożenie danego rozwiązania w firmie oraz w trakcie akceleracji 3 miesięczne wsparcie mentoringowe. Proces akceleracyjny ukończyło 28 podmiotów, z czego wdrożeniem może się pochwalić 8 podmiotów.

 

Fot. Kazimierz Netka

Zwieńczeniem cyklu akceleracyjnego było zaproszenie do dalszej współpracy i do GPNT zwycięzcę edycji z najlepszą technologią – firma, która wdrożyła technologie badań nieniszczących z wykorzystaniem nawigacji GPS oraz druga, która znajduje się w Parku Konstruktorów – sąsiadującym z Akwarium (budynki Bałtyckiego Portu Nowych Technologii w Gdyni) – firma Advanced Protection Systems, która z powodzeniem wdrożyła system antydronowy, zapobiegający i służący ochronie imprez masowych – neutralizuje drony mogące zagrozić imprezie. Mieliśmy przypadek nawet, gdzie właściciel tej firmy pokazywał zalety tego systemu – jak zapobiec wtargnięciom dronów na lotnisko – takich przypadków, jakie mieliśmy okazję doświadczyć w Anglii, przed świętami, dwukrotnie.

Startup stworzył przenośną stację detekcji dronów i instalując swój system być może mógłby zapobiec temu incydentowi. Firma rozwija się, ma laboratorium, prototypownię i powierzchnię biurową; czekamy aż się rozwinie, złożyła prospekt emisyjny, wchodzi na giełdę, więc to świadczy, że jest to firma, która myśli o rozwoju i ma szansę zaistnienia na rynku, więc nasz program akceleracyjny osiągnął swój cel. Może będzie to rozwiązanie na nasze warunki polskie w branży spaceowej. Jako PSSE wspieramy wyraźnie i namacalnie cały sektor – powiedział Radosław Wika – dyrektor Działu Parków Naukowo-Technologicznych Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Parasol ochronny – ubezpieczenia

Jaki jest obraz sektora kosmicznego, czy widać miejsce na inżynierię ryzyka, czy ona jest potrzebna? Tam gdzie wymuszają to kontrahenci jak ESA, to nasze przedsiębiorstwa muszą się do tego dostosować, natomiast jakie jest przygotowanie pod względem mapowania ryzyk naszych małych przedsiębiorstw? Ważna jest też kwestia regulacji ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej – zwracała uwagę prowadząca – dr hab. Katarzyna Malinowska z Akademii Leona Koźmińskiego.

Żadna technologia, żaden przemysł nie rozwinie się bez ubezpieczeń – mówił wiceprezes Dariusz Gołębiewski z PZU LAB. Rynek morski nie rozwinąłby się do takich gigantycznych rozmiarów jakim jest dzisiaj, w XIX wieku ubezpieczenia zaczęły się od rynku morskiego. Grupa PZU wspiera rozwój technologi kosmicznych Ta technologia musi mieć wsparcie ubezpieczeniowe on musi mieć parasol bezpieczeństwa. Musi być wsparcie ubezpieczeniowe, ktoś musi przyjąć ryzyko na siebie, żeby zapewnić parasol bezpieczeństwa przemysłowi, bez tego by się prawdopodobnie nie rozwinął. Jesteśmy do zarządzania ryzykiem przedsiębiorstw, w spółkach skarbu państwa. Pośrednikiem przy transferze ryzyka, by je transferować musimy je pomierzyć. Nie można w ciemno wchodzić w ryzyko, firmy zaczęły więc mierzyć to ryzyko. Rola PZU LAB jest taka, żeby zidentyfikować zagrożenia w tym sektorze, umieć pomierzyć ryzyko związane z zagrożeniami i wtedy świadomie je transferować do firmy ubezpieczeniowej, dlatego liczę, że tu wspólnie będziemy nad tym pracowali. Tylko kooperacja może dać nam sukces.

Musimy przekonać odbiorców, że „gramy” dobrze…

Jaki jest poziom świadomości tych ryzyk w przedsiębiorstwach kosmicznych? Jest bardzo wysoki, wymuszony kontraktami. Czy jesteśmy w stanie pomóc wchodzącym na rynek, nie mających kontraktów. Jaka jest droga do świadomości ryzyka? – pytała prowadząca dyskusję.

– Rzeczywiście jest tak, ze nasi odbiorcy wymuszają na firmach kosmicznych bardzo świadome zarządzanie ryzykiem i bezpieczeństwem informacji – odpowiedziała Aleksandra Bukała – dyrektor zarządzający Creotech Instruments S.A. i członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. By z sukcesem wystartować w jakimkolwiek przetargu w ramach np. ESA, ale też jak pan dyrektor Szczerbaty zauważył, w naszym przypadku, ponieważ jesteśmy stosunkowo nisko w drabince dostawców systemów kosmicznych, to naszymi bezpośrednimi klientami są dostawcy podsystemów, albo integratorzy systemów, czyli naszym klientem jest klient komercyjny, a nie instytucjonalny i musimy tego klienta przekonać już na etapie ofertowania, że gramy dobrze i rozumiemy to środowisko zarówno bardzo już wyrafinowanego zarządzania ryzykiem jak i zarządzania bezpieczeństwem. Firma, która tego nie wie, nie dostanie kontraktu. Tu duża rola całego otoczenia, o którym pan dyrektor Pacek mówił, typu: Agencja Rozwoju Przemysłu. Polska Agencja Kosmiczna, strefy ekonomiczne czy inne instytucje uczące są w stanie pokazać jak wyglądają profesjonalne procesy z tym związane. Także ESA – Europejska Agencja Kosmiczna – ma specjalne programy wpierania małych i średnich przedsiębiorstw obejmuje bezpłatne szkolenia z tego obszaru. Natomiast główna praca jest po stronie naszych firm. Musimy chcieć tego się nauczyć. Zarówno ESA jak i NASA mają bardo rozbudowane standardy dotyczące bezpieczeństwa i zarządzania ryzykiem, bardzo szczegółowe, w których jest wprost napisane w jaki sposób ten proces powinien być w firmie zbudowany, w jaki sposób powinien być skonstruowany w środku zarówno w pojedynczym projekcie, dla całej firmy, w kontaktach z różnymi rodzajami partnerów. W Polsce naprawdę jest bardzo aktywne to otoczenie instytucjonalne i jest duch współpracy i myślę, ze to jest główny powód, że ta branża, mimo że ma dopiero 6 lat, tak prężnie się rozwinęła nawet mimo tej rzeczywiście mocno niewielkiej składki – mówiła pani dyrektor Aleksandra Bukała.

Zanim dostaniemy kontrakt, musimy być przygotowani, do tego, by uczynić z sektora kosmicznego idealnego klienta dla ubezpieczycieli.

Zaufanie do „kreta”

 

 

Źródło ilustracji: Astronika

ESA ma standardy zarządzania projektem, standardy szacowania ryzykiem i jak się w to zagłębimy to w firmach nie będzie nic nowego. Gdy wchodzimy do sektora kosmicznego niekoniecznie robimy coś zupełnie nowego, na poziomie szacowania ryzyk dostosowujemy znane metodyki – mówił dyrektor Damian Szczerbaty z firmy Astronika. Nie musimy obawiać się współpracy z ESA. Astronika, którą mam przyjemność reprezentować, budowała własne mechanizmy na misje NASA – kret, który będzie się wbijał 5 metrów pod powierzchnię Marsa, to bardziej związane z guilty insurance i z ryzykami mogącymi się wydarzyć podczas prac. NASA na tyle sceptycznie podchodziła do tego, żeby wyrafinowaną technologię wykonywano w Polsce, że przysłała nam dwóch swoich quality oficerów na prawie rok do Polski, na zmianę, żeby obserwowali nasze procedury – jakie one są jak się do nich stosujemy. To pokazuje, że jeśli mamy świetną technologię i potrafimy coś wykonać, to nawet być może bardzo duże organizacje są w stanie trochę się ugiąć, wysłać kogoś z Kalifornii, do Warszawy, pozwolić nam współpracować przy naprawdę dużych przedsięwzięciach.

Internacjonalizacja, kontynuacja

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze inne ryzyka – powiedział prof. Marek Grzybowski – prezes Bałtyckiego Klastra Morskiego i Kosmicznego. – Zwracam uwagę brak interdyscyplinarności, którą próbujemy wprowadzić właśnie w klastrze, który łączy i elementy morskie i kosmiczne. Zapraszam do działalności w Klastrze Morskim i Kosmicznym Ten brak interdyscyplinarność w Polsce nas gubi, ponieważ z doświadczeń, które mam w projektach międzynarodowych, wiem, że tam bardziej podchodzi się interdyscyplinarnie. Gubimy pewne rzeczy. Jeśli chodzi o zarządzanie ryzykiem pracujemy cały czas w warunkach ryzyka i zarządzamy w warunkach ryzyka, a nie zarządzamy ryzykiem, bo ryzykiem trudno raczej zarządzać i zbyt późno włączamy pewne rzeczy biorące się z otoczenia przy działalności typowo technicznej. Mówicie państwo o działalności technicznej, że może coś się zepsuć i będą duże koszty, ale w takich projektach powinni uczestniczyć nie tylko inżynierowie, ale również prawnicy, ekonomiści i wtedy dopiero wychodzi produkt konkurencyjny i przede wszystkim internacjonalizacja powinna być – współpraca międzynarodowa.

I drugi duży obszar ryzyka to brak kontynuacji, gdy już się czegoś nauczyliśmy, a kończy się projekt to przerywamy działalność. Czy Strefa otrzymuje teraz pieniądze na kontynuację działalności? A ma dobre doświadczenia. Wszyscy chwalili, że tak świetnie poprowadzili projekt Space3ac. Za Space3ac teraz powinna dostać 4 razy więcej pieniędzy na kontynuację tego projektu, teraz znowu będzie konkurs, wygra jakiś inny park naukowo – technologiczny i czy zatrudni cały zespół? Będą od nowa się uczyli. Strefa ma doświadczenie i uważam że w strefie powinna być kontynuacja.

PSSE wykorzysta swój dorobek

 

Fot. Kazimierz Netka

– Oczywiście jesteśmy po to, by tworzyć warunki do tego, by takich firm. które mają swych przedstawicieli w panelu było jak najwięcej – mówił Paweł Lulewicz – wiceprezes zarządu Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Naszą rolą jest tworzenie takich narzędzi, które będą skuteczne, ale też rynkowe. Po to realizowaliśmy je z takimi partnerami jak PZU, LOTOS, jak porty morskie w Gdańsku i Gdyni, projekty z wykorzystaniem środków unijnych korzystając z pępowiny, która była dostępna dla wszystkich, żeby się nauczyć. Dzisiaj z pełną świadomością możemy powiedzieć: tak, wiemy jak to robić, umiemy to robić, mamy doświadczenia zebrane od naszych partnerów i chcemy to kontynuować. Mówię to w imieniu całego zarządu PSSE, chcemy wykorzystać nasze zasoby i kompetencje, zapraszamy państwa do współpracy byśmy mogli kontynuować tego typu projekty.

Globalizmu nie unikniemy

 

Fot. Kazimierz Netka

Chciałbym zwrócić uwagę, że nie podchodzimy do tego holistycznie – mówił dr Zdzisław Długosz – kierownik Zespołu Bezpieczeństwo Transferu Wiedzy w Bałtyckim Klastrze Morskim i Kosmicznym. Jako prawnik, zajmując się tym, czyli sprzedając wiedzę z jednego przedsiębiorstwa do odbiorcy w prostej umowie o zachowaniu poufności pojawia się wiele rzeczy, a mówimy o informacji. W pierwszej jeśli mówimy o ubezpieczycielu, mówimy o polskim prawie, stąd dygresja dotycząca ustawy o cyberbezpieczeństwie, że jest wiodące, gdy w niedalekiej przyszłości połączymy innowacyjność przedsiębiorstwa i informacje stanowiące know how, co w prawie się przekształca w prawa autorskie, to są informacje, które bardzo dużo kosztują i cyberbezpieczeństwo jest tu potrzebne. Wszystko musi być zabezpieczone, żeby znaleźć się na rynku obcym i sprzedać towar, trzeba spełnić określone warunki, bo inaczej do tego rynku nie przystąpimy. Mówimy o bardzo małych kwotach związanych z przemysłem kosmicznym, tylko dlatego, że potrafimy być bardzo przedsiębiorczy i radzić sobie w trudnych sytuacjach, a brak pieniędzy powoduje, że jesteśmy niszowi i dajemy sobie radę. I holistyczne podejście rozwiąże w przyszłości nasze problemy, bo globalizmu nie unikniemy i będziemy musieli współdziałać. Możemy mówić o prawie krajowym, ale musimy uwzględniać wszystkie normy co wychodzi w ustawie o cyberbezpieczeństwie.

Jeśli przemysł kosmiczny jest innowacyjny, to proszę mi powiedzieć jak ubezpieczyciel oszacuje moment, w którym w wyniku badan naukowych kończy się eksperyment, a można dane urządzenie uznać za sprawne technicznie i certyfikować.

PZU partnerem polskiego przemysłu kosmicznego

 

Fot. Kazimierz Netka

Teraz wypowiadam się nie jako prezes PZU LAB, ale jako dyrektor ds. strategii rozwoju Korpo PZU SA – mówił Tomasz Huś, prezes zarządu PZU LAB SA. Jeśli chodzi o ubezpieczenia kosmiczne trzeba mieć tę świadomość, że nie są one rzeczą młodą bo istniały kiedy był program Apollo, Gemini. To nie jest branża nowa, ale nowa na rynku polskim, nowa dla PZU. Nie jest tak, że wiedza na temat tego, kiedy się kończy eksperyment czy generalnie kiedy przedsięwzięcie uznajemy z pewnym prawdopodobieństwem za dojrzałe, dojrzalsze, to jest wiedza, która na zachodzie istnieje. Nie jest do końca tak, że w tej mapie kosmicznej nie ma PZU. Stwierdzamy fakt. Nie jest tak, że PZU nie jest w stanie zaproponować oferty ubezpieczeniowej, natomiast nie jest w stanie jej na dzień dzisiejszy zaoferować samodzielnie, to znaczy, jeżeli ktoś z państwa będzie zainteresowany ubezpieczeniem swego przedsięwzięcia kosmicznego, to PZU może być w tym partnerem.

My po prostu uruchomimy naszą sieć kontaktów i będziemy szukali partnerów międzynarodowych, mamy ich bardzo dużo, ale się o nich nie mówi, bo o biznesie korpo generalnie się nie mówi w prasie, mówi się o innym. Mamy tych partnerów i część z nich posiada doświadczenie bardzo duże. W branży kosmicznej od zeszłego roku jesteśmy na rynku Lloydsa – na rynku gdzie wszystkie misje kosmiczne są ubezpieczane, i my tam jesteśmy już obecni, więc, jeżeli miałbym odpowiedzieć na pytanie, kiedy PZU będzie w stanie ocenić, samodzielnie, to tego nie wiem, bo to będzie funkcja tego, jak dużo będzie projektów w Polsce, na których my będziemy w stanie budować nasze know how. My mamy dostęp do know how naszych partnerów i jesteśmy w stanie kolektywnie ocenić, a nawet jeśli ktoś będzie miał wyjątkowo zwariowany pomysł kosmiczny, to kolektywnie wziąć na siebie ryzyko. W Polsce istnieją – jako LAB mówię – firmy zajmujące się upstreamem i są w tym bardzo zaawansowane. Więc to się też pojawi.

Język kontraktów i opodatkowanie na Marsie?

Duża część przemysłu nie jest wprost związana z opracowywaniem rozwiązań na potrzeby cyberbezpieczeństwa, natomiast to nie jest tak, ze nie jesteśmy tu jakby mocno zaangażowani w ten proces jako odbiorcy. Musimy działać w sposób konserwatywny – bardzo ostrożny, ponieważ większość naszych kontraktów z firmami zagranicznymi – bardzo rzadko zawieranych jest na gruncie prawa polskiego, a mówimy o MŚP. Już na etapie podpisywania jest dyskusja czy mamy to realizować na prawie naszego kraju. Jeśli nie – walczymy by to było na gruncie prawa szwajcarskiego brytyjskiego, niechętnie amerykańskiego. Druga rzecz – kontrakty są realizowane w obcym języku, nakładają odpowiedzialność ogromną za to jaką wiedzę ogromną chcemy przekazać, a jaką wiedzę u siebie zostawić, na jakich zasadach, to jesteśmy związani bardzo wieloma ograniczeniami, a musimy grać świadomie byśmy nie zostali ograni w tym wszystkim.

Do tego dochodzą także sprawy jak podatkowe. W poprzedniej firmie rozwijaliśmy urządzenie, które miało polecieć na Marsa. Powstał problem, w jaki sposób mamy to wykazać w deklaracjach podatkowych. Czy to produkt, czy usługa? Powstał pierwszy problem ponieważ Europejska Agencja Kosmiczna mówi, że każdą rzecz, którą kupimy, a jest więcej warta niż 5000 euro to stanowi własność Agencji. W końcu z tego wybrnęliśmy, że to jest produkt i to przechodzi na własność Agencji. Następne pytanie: a jakie jest miejsce dostawy? Do Anglii to leci. Czy to jest ostateczne miejsce? Nie, potem leci do Włoch. A stamtąd – do Holandii oraz Gujany. Nie wiem, czy opuszcza UE czy Gujana Francuska jest w UE czy nie. A jakie jest ostateczne miejsce dostawy? Mars. Z punktu widzenia kontroli skarbowej nie jest to takie śmieszne. Musieliśmy wiedzieć, jak wygląda otoczenie prawne. Nasze firmy naprawdę muszą prowadzić rozległe analizy powiedziała Aleksandra Bukała – dyrektor zarządzający Creotech Instruments S.A. i członek zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Kazimierz Netka

Czytaj również na portalu: netka.gda.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.