Antymuszkieterowie z Trójmiasta

Sąd w obcym państwie rozstrzygnie, czy w Trójmieście może powstać drugie lotnisko cywilne: Gdynia-Kosakowo. Bardzo możliwe, że twórcy tego powietrznego okna na świat – samorządy Gdyni i Kosakowa – będą walczyć samotnie przed wymiarem sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ich potężni sąsiedzi: zarząd województwa pomorskiego, Gdańsk, Sopot – już na piśmie wyrazili swą dezaprobatę dla poczynań rodaków i przed obcym trybunałem raczej ich nie poprą. Na pomoc rządu też nie ma co liczyć… Zresztą, już jest za późno. Działać trzeba było wcześniej, tak jak robi to wiele innych państw, gmin, firm – należało „lobbować” w Brukseli… Nie pierwszy raz polskiego lobbingu tam zabrakło.

Antymuszkieterowie w Trójmieście

Wszystko było dobrze do 12 grudnia, 2011 roku. Jeszcze wtedy, wszyscy związani z portem lotniczym Gdynia-Kosakowo działali wspólnie; gotowi podejmować nadludzkie wysiłki. Na przykład na lotnisku: Gdańsk Rębiechowo, podczas przekazania nowych obiektów do eksploatacji.

Ziąb był taki, że człowiek włożyłby na siebie najcieplejsze ubranie, jakie ma. Szczęśliwi byli ci, których organizatorzy uroczystości odziali w specjalne skafandry, koloru cytrynowego. Takich wybrańców było zaledwie około 20, na kilkuset uczestników ceremonii. Nawet patron lotniska, były prezydent RP, Lech Wałęsa, nie został wyposażony w taki ocieplacz. Potem jednak okazało się, że ci cytrynowi muszą wykonać bardzo ciężką pracę: ciągnąć samolot po płycie lotniska. Bez pomocy jakiejkolwiek maszyny. Za linę chwycili: marszałek województwa – honorowy prezes Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, za nim – prezydent Gdańska. Dalej pozostali goście, a wśród nich: wiceprezydent Gdyni; wszyscy wyróżnieni kurtkami w kolorze złota.

Ciągną samolot

Dadzą radę czy nie? – zastanawiali się obserwatorzy tej niezwykłej próby sił i zgodnego współdziałania. Ważący 30 ton samolot został przemieszczony dokładnie w miejsce, które wskazał, obecny na uroczystości, Lech Wałęsa, patron lotniska, były prezydent RP.

Potęga! – Z uznaniem mówili obserwujący. – Nad Zatoką gdańską wyrośnie silna metropolia. Biznes, w tym turystyka, będą miały bardzo dogodne warunki rozwoju. Tym bardziej, że na pograniczu Gdyni i Kosakowa już powstawało drugie lotnisko – na wojskowym terenie.

Kto mógł spodziewać się wówczas, że symboliczne przeciąganie samolotu na gdańskim lotnisku, 12 grudnia 2011 roku, będzie ostatnim takim współdziałaniem na rzecz rozwoju komunikacji samolotowej w Pomorskiem.

Trochę historii

Najpierw, w sprawie drugiego cywilnego lotniska Gdynia-Kosakowo podpisano list intencyjny: 29 kwietnia 2005 roku, „Mając na uwadze przyszłość Pomorza oraz wszystkich jego mieszkańców wychodzimy ze wspólną inicjatywą realizacji projektu zmierzającego do zaadaptowania, rozszerzenia oraz wykorzystania bazy Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni na potrzeby działalności lotnictwa cywilnego – czytamy w Liście, podpisanym przez ówczesnych: ministra obrony narodowej; marszałka województwa pomorskiego, będącego też prezesem Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej; dowódcę Marynarki Wojennej RP; wojewodę pomorskiego; wiceprezydenta Gdańska; prezydenta Gdyni; prezydenta Sopotu; prezesa Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy; wójta gminy Kosakowo.

Ciągnęli samolotP1040008

Ponad dwa lata później, 23 lipca, 2007 roku, samorządy Gdyni i Kosakowa powołały spółkę „Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo”.

Kto, w takiej sytuacji przypuszczałby, że wspólne ciąganie samolotu po płycie gdańskiego lotniska będzie początkiem końca lotniska Gdynia-Kosakowo! Wkrótce okazało się jednak, że reprezentanci północy i południa gdańskiej aglomeracji ciągną w przeciwnych kierunkach. Sprawa komunikacji lotniczej stała się jedną z najważniejszych „kości niezgody” w Trójmieście. Polaryzacja, czyli biegunowo różne poglądy zaczęły się nasilać. To szkodliwe dla całego kraju. Tu bowiem, nad Zatoką Gdańską, są dwa strategiczne porty morskie. Rozwija się przemysł paliwowy. Zgodne działanie ma więc niebagatelne znaczenie dla gospodarki. Zwłaszcza turystycznej, bo w Trójmieście atrakcji jest bez liku, a Gdańsk to jedno z najbardziej rozpoznawalnych za granicą polskich miast.

Kompas Szczurek IMG_7145

Pierwszym, wyraźnym znakiem, że północ z Gdynią i południe z Gdańskiem jako najważniejszym miastem, chcą iść nieco osobnymi drogami w tworzeniu metropolii nad Zatoka Gdańską, były różnice poglądów co do jej nazwy. Na nic zdały się próby władz centralnych zneutralizowania ewentualnych akcentów w kierunku Gdyni czy Gdańska. Rząd proponuje nazwę: Obszar Metropolitalny Trójmiasta (OMT). Nie miało to jednak żadnego oddziaływania konsolidacyjnego. A przecież dla turystyki, czy jakiegokolwiek innego biznesu, wspólna promocja ma kolosalne znaczenie.

Tymczasem, umacnia się powołane przez 15 gmin 13 września 2011 roku w Gdyni Metropolitalne Forum Wójtów, Burmistrzów i Prezydentów NORDA. Podobnie dzieje się z założonym 15 września 2011 roku, przez 29 osób, stowarzyszeniem Gdański Obszar Metropolitalny w Gdańsku.

Grom z jasnego nieba

Wszystko zaczyna się psuć, akurat wtedy, gdy powstanie lotniska cywilnego w Gdyni jest bliskie finału (właściwie jego powrót, bo już przed II wojną Światową samoloty cywilne latały z tego rejonu – z lotniska w Rumi do Warszawy. Pierwszy rejs maszyny PLL LOT odbył się na tej trasie 4 kwietnia 1936 roku).

W lipcu 2013 roku Komisja Europejska wszczyna postępowanie wyjaśniające w stosunku do gdyńskiego lotniska. Całe wydarzenie wyglądało tak, jakby ktoś napisał donos do Brukseli: sprawdźcie, czy spółka Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo nie korzysta z nienależnej jej pomocy publicznej…

Jeśli rzeczywiście ktoś złożył donos w KE, to strzelił w „dziesiątkę”. 11 lutego 2014 r. Komisja Europejska wydaje negatywną decyzję w sprawie notyfikacji (uznania za legalne) wsparcia finansowego udzielonego spółce Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo ze strony jego udziałowców, tj. gminy Miasta Gdyni i gminy Kosakowo – sfinansowania projektu utworzenia portu lotniczego Gdynia-Kosakowo. KE stwierdziła, że to wsparcie jest niedozwoloną pomocą publiczną.

Reakcja była natychmiastowa. Tego samego dnia, 11 lutego 2014 roku, zarząd wspomnianej spółki lotniczej wydaje oświadczenie, w którym uznaje decyzję Komisji Europejskiej za nieuzasadnioną, blokującą możliwość rozwoju samego lotniska jak i całego regionu.

Władze Spółki wspólnie z miastem Gdynia i gminą Kosakowo nadal uznają projekt przebudowy lotniska za rentowny i uzasadniony ekonomicznie. Zdają sobie jednak sprawę, że konieczność zwrotu kwoty dokapitalizowania, uznanej przez Komisję Europejską za niedozwoloną pomoc publiczną, może sprawić, że projekt ten będzie droższy, a jego realizacja potrwa dłużej. Spółka podporządkuje się woli wspólników oraz decyzjom administracyjnym i ewentualnym orzeczeniom sądowym – zapewniają.

Cios od przyjaciół

Jak się okazuje, na poparcie niedawnych przyjaciół i uczestników wspólnego wysiłku na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie, nie ma co liczyć. Już następnego dnia, 12 lutego 2014 roku, trzech niedawnych sojuszników Gdyni: reprezentantów władz samorządowych województwa i Trójmiasta, zdecydowanie odcina się od dokonań Gdyni i Kosakowa. Swe stanowisko precyzują w oświadczeniu, w którym padają następujące słowa: Mając na uwadze list intencyjny podpisany 29 kwietnia 2005 roku, przypominamy iż naszą intencją było zabezpieczenie istniejącej infrastruktury wojskowej pod przyszłe możliwe wykorzystanie bazy Lotnictwa Marynarki Wojennej w Gdyni na potrzeby działalności lotnictwa cywilnego. Intencją naszą było nawiązanie bliższej współpracy lotniska wojskowego w Gdyni i Portu Lotniczego Gdańsk, a gdyńskie lotnisko miało w zamierzeniu obsługiwać tylko general aviation. Z całą stanowczością stwierdzamy, że celem zawarcia listu intencyjnego nie było rozpoczęcie budowy cywilnego lotniska w Gdyni i dlatego też w realizacji niniejszego nie braliśmy udziału. Pragniemy jednocześnie podkreślić, że ustalanie planów rozwoju infrastruktury lotniskowej, realizacja przetargów i konkretnych zadań inwestycyjnych na terenie zarządzanym przez Spółkę Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo były wyłącznie suwerenną decyzją właścicieli tej spółki tj. Gminy Gdynia oraz Gminy Kosakowo i to one ponoszą pełną odpowiedzialność za realizację i finansowanie tej inwestycji w obecnym kształcie.

Oświadczenie to podpisały trzy osoby: marszałek województwa – Mieczysław Struk, prezydent Gdańska – Paweł Adamowicz i prezydent Sopotu – Jacek Karnowski.

– Moje stanowisko jest konsekwentne od samego początku – uzasadniał Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. – Mówiłem wyraźnie, że to wyrzucanie publicznych pieniędzy w błoto. Zamiast włożyć w budowę OPAT – obwodnicy północnej aglomeracji trójmiejskiej, to podatnik gdyński ładuje swe pieniądze w przedsięwzięcie, które nie jest nikomu potrzebne. Port lotniczy w Gdańsku ma 5 milionów pasażerów przepustowości rocznie, a będzie miał 7 milionów. Posiada więc duże rezerwy. Budowa lotniska Gdynia Kosakowo to była błędna decyzja. Dzisiaj prezydentowi Gdyni i wójtowi Kosakowa trudno się przyznać; idą w zaparte, mają do tego prawo.

Nieco inaczej widzi przyszłość marszałek Pomorskiego.

– Współpraca między samorządami w Trójmieście jest coraz ściślejsza, mimo że mamy ten nieszczęsny przypadek lotniska, które, jak już podkreślałem, chyba przedwcześnie powstało – mówi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego, prezes honorowy Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej. – Dzisiaj może nie jest ono nam wprost potrzebne, ale nie ukrywam, pracujemy również nad koncepcją wykorzystania również i tego miejsca.

Prezydent Sopotu przygląda się tym poczynaniom. Chce pozostać niezależny; nie narazić się nikomu. Taka „strefa zdemilitaryzowana” jest w Trójmieście potrzebna, by nieco zwaśnione strony mogły spotkać się na neutralnym gruncie.

Samotny na polu bitwy

Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich. Tak było w gronie muszkieterów. W gremium pomorskich samorządów bywa różnie. Dowodzi tego wspomniane wyżej oświadczenie, jakie zostało wydane w związku z decyzją Komisji Europejskiej dotyczącej finansowania budowy portu lotniczego Gdynia – Kosakowo. Trzech samorządowców: marszałek województwa oraz prezydenci Gdańska i Sopotu, odcięło się od dokonań czwartego, który do budowy tego lotniska doprowadził.

Przypomnijmy, że Komisja Europejska nakazała Polsce odzyskanie od portu lotniczego Gdynia-Kosakowo nienależnie wypłaconej pomocy państwa. Co wcale nie świadczy, że ta pomoc rzeczywiście była błędnie przyznana. Trzeba walczyć o zmianę decyzji KE.

Niestety, prezydent Gdyni pozostał sam. To przypadek niemal bez precedensu w historii Europy, kiedy rycerza pozostawia się na placu boju – na pastwę nieprzyjaciół.

Nie pomogli prezydentowi Gdyni ani koledzy trójmiejscy samorządowcy, ani rząd, ani europosłowie czy członkowie polskiego parlamentu.

Co można, a nawet trzeba więc było zrobić? Przeciętni ludzie mogą nie wiedzieć, na jakiej podstawie zapadają decyzje w Komisji Europejskiej, jak stanowione jest prawo, także przez Parlament Europejski. Szefowie samorządów znają te zasady. Otóż, jedną z najważniejszych, nieformalnych podstaw podejmowania decyzji w KE i PE jest lobbing, czyli namawianie urzędników Komisji i europosłów przez osoby reprezentujące interesy różnych środowisk. Takich lobbystów, „namawiaczy”, w Unii Europejskiej są dziesiątki tysięcy i mają oni podstawy prawne do działań. O tym może nie wiedzieć zwykły obywatel. Natomiast sprawujący władzę, parlamentarzyści, mają obowiązek zdawać sobie z tego sprawę i mogą włączyć się w owo „namawianie” lub skłonić do tego pomorskich i polskich lobbystów (Pomorskie ma w Brukseli np. Regionalne Biuro Województwa Pomorskiego, kilku europarlamentarzystów, jeszcze niedawno miało jednego komisarza).

Wywalczenie zmiany decyzji KE w sprawie gdyńskiego lotniska najprawdopodobniej nie byłoby trudne. Trzeba jednak chcieć zacząć działać, czyli lobbować, przekonywać decydentów w UE. Tym bardziej, że lotnisko w Gdyni-Kosakowie może być potrzebne. Pomorzu, Polsce, Europie. Wzmocni konkurencyjność gospodarki Pomorskiego w świecie.

A co polski rząd zrobił, by ocalić gdyńskie lotnisko? Postanowiliśmy zapytać. Dowiedzieliśmy się bowiem, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamierzało złożyć skargę na decyzję Komisji Europejskiej dotyczącą obowiązku zwrotu pomocy publicznej udzielonej w związku z budową lotniska cywilnego Gdynia – Kosakowo. 16 kwietnia 2014 roku otrzymaliśmy z Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych odpowiedź, że skarga nie trafiła do Brukseli, ale jej złożenie było rozważane – przez właściwe w tej sprawie Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. MSZ przygotowuje skargę wyłącznie w przypadkach, w których Rada Ministrów podejmuje stosowną decyzję. Taka decyzja nie zapadła.

Żądania nie do spełnienia

Mimo takiej sytuacji, Gdynia nie rezygnuje ze swych planów. 26 lutego bieżącego roku radni Miasta Gdyni przyjęli rezolucję potwierdzającą wolę doprowadzenia do uruchomienia funkcji cywilnych na lotnisku w Gdyni – Kosakowie. „Naszym zdaniem wspólnicy Spółki dołożyli należytej staranności, by zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa unijnego, a także analizami prawnymi i ekonomicznymi rynku lotniczego, opracowanymi przez niezależne międzynarodowe i krajowe firmy doradcze, realizować cel, czyli przekształcić część lotniska wojskowego w lotnisko cywilne” – czytamy w tej rezolucji.

Niestety, nie wstrzymuje to wykonania powinności związanych z decyzją Komisji Europejskiej. 6 marca br. Urząd Miasta Gdyni przekazuje spółce Zarząd Portu Lotniczego Gdynia-Kosakowo pisemne wezwanie do niezwłocznego zwrotu kwoty w wysokości blisko 85,5 mln zł, stanowiącej wartość nakładów pieniężnych wniesionych do spółki przez Gdynię w celu sfinansowania realizacji projektu uruchomienia lotniska użytku publicznego. Razem z żądaniami gminy Kosakowo i odsetkami, kwota do zwrotu sięga ponad 90 milionów złotych.

Następstwa były oczywiste. 13 marca 2014 roku zarząd Portu Lotniczego Gdynia-Kosakowo informuje, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa złożył 12 marca 2014 r. w imieniu Spółki do Sądu Rejonowego w Gdańsku wniosek o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej.

Spółka Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo miała kapitał w wysokości 91 mln zł, z tego ponad 85 mln zł należało do Gdyni, a 6 mln zł do Kosakowa. 70 mln zł z tej kwoty wykorzystano na budowę infrastruktury lotniska. Wniosek o upadłość spółka złożyła, bo nie była w stanie zapłacić gminom żądanych kwot.

Bez walki się nie poddamy – postanawiają twórcy wspomnianego lotniska cywilnego

7 kwietnia br. gminy Gdynia i Kosakowo zaskarżyły decyzję KE. Skarga została wysłana do Sądu Unii Europejskiej w Luksemburgu; zawiera wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji KE. Termin złożenia odwołania upływał 11 kwietnia 2014 roku.

Jak Gdynia zamierza przekonywać sąd w Luksemburgu?

– Przede wszystkim, myślę, że będziemy pokazywać z konsekwencją, z determinacją, że ten projekt ma sens, i mam nadzieję, że osoby, które w naszym regionie podejmują decyzje jak i komentują, dostrzegą wagę tego – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. – Musimy mieć odwagę i patrzeć strategicznie. Wtedy nie będzie najmniejszych wątpliwości, gdzie leży prawda i jakie działania winniśmy podejmować w naszym regionie, byśmy śmiało mogli mierzyć się z wyzwaniami przyszłości. Dotychczas, często bezskutecznie, Polska ją, tę przyszłość, goni. Na przykład w sieci autostrad pozostajemy 20 lat za tymi państwami, które razem z nami przechodziły proces transformacji i zostały przyjęte do Unii Europejskiej. Jesteśmy zapóźnieni w zakresie infrastruktury kolejowej. Jeśli chodzi o rozwój transportu lotniczego, to obywatele innych krajów UE latają 2- 3-krotnie częściej niż Polacy. To powinno być dla nas wyznacznikiem, gdzie należy skoncentrować swe wysiłki.

Prezydent Wojciech Szczurek przedstawia też inne argumenty. Podwójne lotniska funkcjonują w różnych rejonach Europy – mówi. W Szwecji w rejonie Goeteborga porty lotnicze oddalone są o około 40 km. Zespół miejski liczy około 820 mln mieszkańców. W Glasgow odległość od lotnisk to 60 km, a liczba mieszkańców: 2,1 mln. W Cambridge lotniska są oddalone od siebie o 50 km, a w ich zasięgu mieszka ćwierć miliona osób. W rejonie Malmoe, na 630 tysięcy obywateli też przypadają dwa lotniska oddalone od siebie o 60 km. Trójmiejski obszar metropolitalny liczy ponad 1,5 mln mieszkańców (samo Trójmiasto ponad 740 tys.), a lotniska Gdynia Kosakowo i Gdańsk Rębiechowo dzieli dystans około 20 km. Różnią się one jednak znacznie warunkami atmosferycznymi, Gdy w Rębiechowie jest mgła, nad Gdynią Kosakowem widzialność zwykle wystarcza do wykonywania operacji lotniczych: startów i lądowań.

Jak często Europejczycy latają? Takie dane te zebrali ludzie prezydenta Wojciecha Szczurka: Szwedzi i Brytyjczycy – ponad 3 razy w roku; Niemcy – ponad 2 razy, Czesi więcej niż raz, Polacy i Węgrzy – mniej niż raz na rok. Średnio, Europejczyk z podróży samolotem korzysta 2,5 raza w roku – pięć razy częściej niż Polak.

A jak wypada porównanie kosztów przebudowy lotniska wojskowego na cywilne z kosztami realizacji innych inwestycji? Przebudowa lotniska kosztować mogła niespełna 100 mln złotych. Budowa w Gdańsku stadionu na Euro 2012 pochłonęła ponad 700 mln złotych, czyli ponad 7 razy więcej niż kosztuje otwarcie wojskowego okna na cywilny świat!

Smaczny kąsek

Dlaczego robi się tyle rabanu o coś, co jest kilkakrotnie tańsze od stadionu, z którego korzyści raczej będą niewielkie? W czym tkwi sekret zróżnicowania poglądów w obrębie trójmiejskiej aglomeracji znajdującej się nad Zatoką Gdańską? Być może w przynależności politycznej. Prezydenci Sopotu i Gdańska oraz marszałek województwa pomorskiego należą do partii rządzącej. Prezydent Gdyni – jest innego zapatrywania. A Gdynia to smaczny kąsek. Tu przybywają statki wycieczkowce z różnych stron świata. Gdynia ma najlepszą w Europie komunikację trolejbusową, nagrodzona przez Komisję Europejską. Gdynia zdobyła ostatnio najwięcej laurów w konkursie o Bursztynowy Kompas, organizowanym przez Gdańskie Targi Turystyczne. Budowa lotniska też przebiegała szybko. Szczurek rósł więc w siłę. Na to ludzie i innej partii spokojnie patrzeć nie mogą.

Niezgoda wśród trójmiejskich muszkieterów ma konkretny wymiar materialny. Finansowy – blisko 100 milionów złotych. Społeczny: utrata miejsc pracy, upadłość przedsiębiorstwa. Strategiczny: zmniejszenie atrakcyjności inwestycyjnej regionu.

Czy lotnisko w Gdyni byłoby zagrożeniem dla Rębiechowa?

– Wcale nie. Port Lotniczy Gdańsk może przyjąć 5 mln pasażerów rocznie – uzasadniał Wojciech Szczurek. – Gdynia-Kosakowo planowane było na liczbę 10-krotnie mniejszą.

To nie pierwszy raz w Gdyni…

7 maja 2014 Sąd Rejonowy w Gdańsku ogłosił upadłość likwidacyjną lotniska Gdynia-Kosakowo. To już kolejny przypadek „położenia” dużej firmy w Gdyni przez Komisję Europejską. Wcześniej pracę straciło kilka tysięcy fachowców zatrudnionych w Stoczni Gdynia. Dlaczego?

6 listopada 2008 roku Komisja Europejska wydała decyzję w sprawie stoczni w Gdyni i Szczecinie, uznając udzieloną im przez polski rząd pomoc publiczną za nielegalną. Zgodnie z planem uzgodnionym z Komisją, podzielony na części majątek stoczni Gdynia i Szczecin miał zostać sprzedany w przetargach, a załoga – zwolniona. W Gdyni pracę straciło kilka tysięcy osób zatrudnionych w stoczni.

Dla lotniska Gdynia-Kosakowo jest jeszcze ratunek. Wiele zależy od specjalistów, którzy opracują strategię rozwoju Gdańskiego Obszaru Metropolitalnego obejmująca okres do 2030 roku. Umowę w sprawie sporządzenia tego dokumentu podpisano 16 czerwca br., w Sopocie. Reprezentanci wykonawców zapewniali, że zbadają kwestię funkcjonowania lotniska Gdynia-Kosakowo – pod kątem jego znaczenia dla poprawy dostępności komunikacyjnej regionu, rozwoju turystyki oraz internacjonalizacji, czyli atrakcyjności Pomorza dla zagranicznych biznesmenów.

Kazimierz Netka

Na zdjęciach:

  1. Przeciąganie samolotu, 12 grudnia 2011 roku, w Gdańsku. Ważąca 30 ton maszyna została przemieszczona dokładnie w miejsce, które wskazał, obecny na uroczystości, Lech Wałęsa, patron lotniska, były prezydent RP. To dowód, że gdy się zgodnie działa, można wiele zrobić, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe. Aleksander Dumas wskazał drogę Europejczykom, w tym Polakom: Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich. W Pomorskiem chyba o tym zapomniano.
  2. Uczestnicy ceremonii ciągnięcia samolotu.
  3. Prezydent Wojciech Szczurek z sukcesami walczy o trofea. W Brukseli, w Gdańsku – gdzie Gdynia została nagrodzona Bursztynowym kompasem. Prezydenta czeka kolejna próba – przed Sądem w Luksemburgu, gdzie będzie bronił lotniska Gdynia-Kosakowo…

Zdjęcia: Kazimierz Netka

widok-terminala-od-strony-wejscia-do-strefy-GA

Tak wygląda terminal – dworzec pasażerski Portu Lotniczego Gdynia-Kosakowo. Ilustracja pochodzi z Archiwum tego Lotniska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.