Nie potrzebujemy jądrówki?

Zrezygnujemy z budowy elektrowni jądrowej? To bowiem może być najbardziej niepotrzebna w Polsce inwestycja…

Nuklearna mało realna

Czy polski rząd rozważa rezygnację z budowy w Polsce elektrowni jądrowej? Spowolnienie procesu dochodzenia do finału, czyli przesuwania terminu oddania do użytku pierwszego bloku tej elektrowni, może wskazywać na coraz większe wątpliwości w łonie rządzących: czy to nam się opłaci?

Nic dziwnego. Nie trzeba być wysokiej klasy specjalistą, by takie pytanie sobie zadać i znaleźć odpowiedź. Wystarczy mieć wiedzę z zakresu… szkoły podstawowej; znać dwa działania matematyczne: dodawanie i odejmowanie.

Bez pełnomocnika

Za pierwszą oznaką wycofywania się władz z pierwotnych planów budowy elektrowni jądrowej można uznać zlikwidowanie, 11 kwietnia br,. stanowiska pełnomocnika Rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej – w randze podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. Po prawie 4 latach sprawowania tej funkcji (minister Hanna Trojanowska została pełnomocnikiem 15 maja 2009 r., a powołał ja na to stanowisko prezes Rady Ministrów. Odwołał – akurat w czasie gdy program realizacji jądrowych planów wkraczał w ważna fazę: ustalenie lokalizacji i zawarcie kontraktu na wybraną technologię pierwszej elektrowni jądrowej .

Co nasz rząd powinien ostatecznie zrobić – ma podpowiedzieć zagraniczny, a więc neutralny, specjalista, zaangażowany przez agendę rządową.

Córka wchłonięta przez matkę

Za doprowadzenie do zbudowania w Polsce elektrowni jądrowej odpowiedzialna jest państwowa spółka: Polska Grupa Energetyczna (PGE). By to zobowiązanie zrealizować, PGE tworzy spółki – córki. Jedna z „córek”, zależnych od PGE – matki: PGE Energia Jądrowa SA. rozstrzygnęła przetarg i podpisała umowę na wykonanie „Prefeasibility study budowy dwóch pierwszych elektrowni jądrowych”. 22 grudnia 2010 spółka ta podpisała umowę z Deloitte Advisory Sp. z o.o., wykonawcą, który został wybrany w tym postępowaniu. Wartość zlecenia wynosiła 1.560.000 zł netto. Celem Prefeasibility Study (wstępne studium wykonalności), była ocena podstawowych czynników wykonalności i ryzyka projektu, ze szczególnym uwzględnieniem aspektów rynkowych, harmonogramowo – organizacyjnych, prawnych, technologicznych, środowiskowo – lokalizacyjnych oraz biznesowych. Analiza ta stanowi podstawę do podjęcia przez PGE ostatecznej decyzji o budowie elektrowni jądrowych. Ponad rok temu PGE Energia jądrowa została wchłonięta przez „matkę”, czyli Grupę PGE.

Tymczasem, firmy zajmujące się wznoszeniem elektrowni jądrowych, z niecierpliwością czekają na ostateczną decyzję polskiego rządu. To już bowiem ostatnie chwile na budowę jądrówek. Nie tylko u nas, ale także w innych krajach świata. Niebawem, to źródło elektryczności może okazać się zbędne w wielu państwach.

A zużycie energii spada…

Ale… wróćmy do szkoły powszechnej. „Zacznijmy od elementarza” – jak śpiewa zespół Kabaretu Pod Egidą (autor tekstu: Ryszard Marek Groński, kompozytor: Włodzimierz Korcz). Z pomocy artystów – przynajmniej na razie – nie będziemy korzystać. O wyjaśnienia poprosiliśmy wybitnego fachowca, praktyka, znawcę problematyki zaopatrzenia ludności i zakładów w energię elektryczną: Mirosława Bielińskiego, prezesa zarządu Grupy Energa w Gdańsku.

W Polsce, latem szczytowe zapotrzebowanie sięga 22 000 megawatów; zimą 27 000 MW. Moc zainstalowana w polskich elektrowniach wynosi 40 000 megawatów. Mamy więc spory zapas. Oczywiście, nie wszystkie elektrownie, dające łączną moc 40 000 MW, pracują w tym samym czasie, bo trzeba przeprowadzać remonty, czasami są awarie, a część z nich pracuje pod dyktando warunków pogodowych. Jednak, pomimo że część elektrowni jest coraz starsza, ogólny poziom techniczny naszych elektrowni z dnia na dzień się podnosi. Notowany jest też ogólny przyrost mocy – zapewnia prezes Mirosław Bieliński. Niedługo zostanie uruchomionych kilka nowych bloków węglowych oraz przynajmniej jeden gazowy we Włocławku. Nie zapominajmy też o odnawialnych źródłach energii. Zdarzają się takie chwile, że z samych wiatraków przyłączonych do naszej sieci, mamy więcej energii elektrycznej niż potrzebujemy dla wszystkich naszych klientów. A zużycie energii elektrycznej w Polsce nie rośnie, a nawet spada.

W Pomorskiem nie musimy więc drżeć, że zabraknie nam energii elektrycznej. Naszej sytuacji nie pogarsza brak dużej zawodowej elektrowni. Z zaopatrzeniem w prąd bywa tak jak z komunikacją. Trudności w podróżowaniu autami po Trójmieście, nie są spowodowane tym, że nie ma tu fabryki samochodów. Nie musi być też u nas elektrowni jądrowej, żeby wszyscy mieli prąd. Najważniejsza w Polsce z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego jest niezawodność dostaw, czyli niezawodna sieć.

Niewykluczone, że krótko przed wyborami Pan Premier ogłosi, że elektrownia jądrowa, przynajmniej na razie, w Polsce budowana nie będzie. Tym bardziej, że megawaty trzeba też przeliczać na liczbę głosów w wyborach.

– Jądrówka nie jest ani problemem Pomorza, ani rozwiązaniem problemów energetycznych na Pomorzu – stwierdza prezes Mirosław Bieliński. Jest niezależna od tego, czego potrzebujemy. Powtórzę, brak elektrowni w jakimś miejscu nie oznacza braku prądu w regionie. Musimy sobie natomiast zapewnić gwarancje przesyłu energii.

Bożek spadnie z ołtarza?

A więc, proste działania matematyczne wyjaśniają problem. Trochę wiedzy o tym, co dzieje się wokół elektrowni, pozwala wskazać zagrożenia. Tym zagrożeniem – jak widać – nie jest brak elektrowni jądrowej. Takie to proste było.

Wróćmy do artystów z Kabaretu Pod Egidą; przypomnijmy początek piosenki „Zacznijmy od elementarza”:

Minęła era samochwalska,

Niejeden bożek spadł z ołtarza

„Dzienniki” czyta pani Falska:

Zacznijmy od elementarza.

Teraz, kiedy ludzie nabrali odwagi i zaczęli liczyć megawaty, bezsens rozpoczęcia tej inwestycji – budowy elektrowni jądrowej jest bardzo wyraźny. Mało realne jest więc podjęcie przez rząd decyzji o budowie elektrowni nuklearnej w Polsce. Najprawdopodobniej przed wyborami rząd oficjalnie ogłosi, że rezygnuje z budowy takiej elektrowni. Dlaczego? Argumentów jest niemało. Po pierwsze, mamy moce wytwórcze. Po drugie: niewykluczone, że gazu z łupków też będziemy wydobywać niemało. Po trzecie, trzeba stawiać na oszczędności, na efektywność energetyczna, a nie tylko na wzrost produkcji energii. Po czwarte: zagranica już ma nadmiar prądu. W Niemczech stosowano już ceny ujemne, bo w sieci było za dużo prądu i trzeba było szybko pozbyć się nadwyżek. Po piąte: Polska jądrówka powstanie najwcześniej za około 10 lat (pierwszy blok o mocy około 1000 MW, co w bilansie produkcyjnym nie będzie miało wielkiego znaczenia). To szmat czasu. W tym okresie może zostać wynalezione zupełnie nowe źródło energii, albo sposób na jej magazynowanie. Może nauczymy się chwytać błyskawice i gromadzić tę elektryczność w superakumulatorze, tak, jak teraz przechowujemy żywność w lodówce?

Oczywiście, elektrownię nuklearną możemy sobie wybudować. Być może się to opłaci; pod warunkiem, że ceny prądu będą wysokie. Teraz są tak niskie, że inwestorzy zwlekają z budową jakiejkolwiek stabilnej, zawodowej, fabryki prądu, Opłacają się wiatraki, bo z nich prąd jest drogi – Energa ma obowiązek go kupować, po wysokich cenach, a to z kolei przekłada się na zawartość portfeli konsumentów prądu w domach i zakładach. Znowu wracamy do elementarza…

Trudno uwierzyć…

Plusy i minusy w bilansie energetycznym jednoznacznie wskazują, co nam się opłaci. W sens budowy elektrowni jądrowej wierzy coraz mniej osób.

– Słyszałem takie opinie, że nie musimy w Polsce budować elektrowni jądrowej. Jednak, moim zdaniem, wyciąganie takich wniosków jest przedwczesne – mówi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. – Zakłada się między innymi, że pojawienie się możliwości wydobywania dużych ilości gazu z łupków, może spowodować zablokowanie podjęcia decyzji o budowie kosztownej elektrowni nuklearnej. Są też opinie, że Polska w ciągu kilkunastu lat będzie potrzebowała nowych sił wytwórczych. Taki wniosek wynika z tego, że potrzeby będą się zwiększać, a poza tym infrastruktura obecnie działającego systemu wytwórczego jest już przestarzała. Ostateczną odpowiedź da analiza przeprowadzana przez PGE. Na razie trudno przesądzać o budowie elektrowni nuklearnej w Polsce lub o odstąpieniu od takich planów. Do oceny zatrudniono fachowców spoza Polski. Uważam, że na razie wszelkie dywagacje na temat rezygnacji z planów budowy elektrowni nuklearnej są przedwczesne.

– Nie wiem, kto te wątpliwości ma, czy budować w Polsce elektrownię jądrową – mówi Waldemar Dunajewski, prezes Stowarzyszenia Elektryków Polskich, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Elektrowni Jądrowej w Województwie Pomorskim. – Ważne jest zbilansowanie potrzeb energetycznych. Musimy mieć elektrownie o odpowiednich mocach, gwarantujących stabilne zaopatrzenie. Poza tym, musimy mieć na uwadze to, co będzie w przyszłości, za lat kilkanaście. 50 procent naszych zakładów wytwórczych przekroczy tak zwany rozsądny czas eksploatacji. Będą one musiały być wycofane z użytkowania lub zmodernizowane. Nasze elektrownie węglowe powstawały głównie w latach 60 i 70 ubiegłego wieku. Czas ich eksploatacji już więc dobiega końca. Potrzebne są nowe moce wytwórcze. A moce nie mogą być bilansowane odnawialnymi źródłami energii, ale bardziej stabilnymi, gwarantującymi dyspozycyjność. Według Państwowej Dyspozycji Mocy, te źródła dyspozycyjne zapewniają nam około 30.000 megawatów. To za mało – stwierdza prezes Waldemar Dunajewski.

W Polsce mają być wybudowane dwie elektrownie jądrowe, o łącznej mocy 6 000 MW. Koszt szacowany jest na 100 miliardów złotych. Przed budową elektrowni jądrowej trzeba będzie ogłosić międzynarodowy przetarg. Niewykluczone, że wygrają go Rosjanie. Rosyjscy fachowcy już pracują na rzecz energetyki jądrowej w Finlandii.

Pierwsza w Polsce elektrownia jądrowa, która powstawała nad Jeziorem Żarnowieckim w Pomorskiem, też była na wzór rosyjski – wtedy jeszcze radziecki. Zaniechano tej budowy na początku lat 90. ubiegłego wieku. Żelbetowe pozostałości po niej są tak solidne, tak twarde, że bardzo trudno będzie je zdemontować.

Kazimierz Netka

Na zdjęciach: pozostałości po budowie pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, nad Jeziorem Żarnowieckim.

Hotelowce atom Studenci atom

Czytaj też w „Dzienniku Bałtyckim”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.