Dziennikarze zdobywają wiedzę, bez której zarządzanie redakcją byłoby trudne. Ruszyła Prasowa Akademia Pieniądza.

Na zdjęciu: Inauguracyjny wykład Prasowej Akademii Pieniądza. Fot. Kazimierz Netka.

Ekonomia objaśnia nam ważny wycinek rzeczywistości. Znając jej zasady lepiej zrozumiemy świat.

Różne gry o to, czego na Ziemi mamy za mało

Ruszyła Prasowa Akademia Pieniądza. Zainteresowało się nią ponad 200 dziennikarzy i podwyższa swe kwalifikacje bezpośrednio na wykładach, na warsztatach w Warszawie, a także w systemie e-learningowym. Pierwszy wykład odbył się 11 marca. Uczestnicy już mogli wykorzystać w praktyce zdobytą wówczas wiedzę: przy tworzeniu oferty gazet trzeba uwzględnić to, że kupujący są zainteresowani nie tylko konkretnym towarem – artykułem. Pragną mieć duże możliwości wyboru.
I najważniejsze dla wszystkich: co zrobić, żeby dobrze zarobić? Po pierwsze, na to, co wyprodukujemy, muszą być chętni, czyli musimy na rynek dostarczać takie wyroby lub usługi, które będą z przyjemnością kupowane. Im więcej będziemy mieli wiedzy na temat ekonomii, tym nasze artykuły mogą być bardziej cenione przez Czytelników.
Tak więc o wysokości naszych (nie tylko dziennikarzy) zarobków może zadecydować popyt na to, co dzięki nam powstaje oraz nasze umiejętności – ale muszą one być unikatowe. Jeśli obydwa warunki są spełnione razem, to będziemy zarabiać dobrze – mówił podczas wykładu dr Piotr Maszczyk – pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej.

Fot. Kazimierz Netka.

Taką odpowiedź na postawione wyżej pytania, daje nam nauka o nazwie: ekonomia, a pierwszy wykład w ramach Prasowej Akademii Pieniądza XXI w Warszawie, poświęcony był zagadnieniom wstępu do tej nauki.
Ekonomia, jako nauka społeczna, odgrywa coraz większą rolę. Być może ta nauka pozwoli nam uniknąć olbrzymiego nieszczęścia: wymierania Ziemian z powodu głodu. Ludności bowiem przyrasta w szybszym tempie niż zwiększa się produkcja żywności. Niebawem jedzenia może zacząć nam brakować; nie tylko w biednych krajach. Na razie ratuje nas tzw. zielona rewolucja: wydajniejsza produkcja rolnicza, wprowadzenie GMO – organizmów genetycznie zmodyfikowanych (GMO sprzeciwia się wiele osób).
Coraz trudniej będzie ludzkości wiązać koniec z końcem. Jak sobie dawać radę w sytuacji, gdy produktów jest za mało? Sposoby wyjścia z tej coraz bardziej skomplikowanej sytuacji proponuje właśnie ekonomia. Ale i ona może nie wskazać nam dobrej drogi. Tym bardziej, jeśli wskutek zmian klimatu surowce żywnościowe i przemysłowe staną się jeszcze trudniej dostępne. O tym musimy wiedzieć, a ci, którzy przekazują mieszkańcom Ziemi wiadomości – np. dziennikarze, samorządowcy – muszą być stosownie wykwalifikowani. Dlatego, Polska Agencja Prasowa, Narodowy Bank Polski przy udziale Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie postanowiły pomóc dziennikarzom w zdobywaniu wiedzy; w ramach projektu pt. „Prasowa Akademia Pieniądza XXI”. Studium to realizowane jest – jak już wspomnieliśmy – na zasadach e-learningu oraz zajęć praktycznych – wykładów, warsztatów odbywających się średnio dwa razy w miesiącu, w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie.

Fot. Kazimierz Netka.

Wykłady w systemie e-learningowym rozpoczęły się formalnie 20 lutego 2017 roku. Słuchacze (zgłosiło się ponad 200 osób z całego kraju) Prasowej Akademii Pieniądza otrzymali drogą elektroniczną treść wykładu pt. „Wprowadzenie do ekonomii” dr. Piotra Maszczyka, a na stronie internetowej mieli rozwiązać test.
Bezpośredni udział w wykładach – warsztatach z tego cyklu był możliwy 11 marca 2017 roku, w Centrum Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie. Realizatorami tego wykładu byli m.in.: dr Piotr Maszczyk z Katedry Ekonomii II Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz red. Katarzyna Kubicka-Żach – kierownik Serwisu Samorządowego PAP i koordynator ds. szkoleń – red. Marcin Przybylski z Polskiej Agencji Prasowej.
– Niniejszym otwieramy Prasową Akademię Pieniądza XXI- zachęcał komunikat na stronie internetowej www.pap21.pl .

Fot. Kazimierz Netka.

Zajęcia w sobotę 11 marca, dotyczyły m.in. następujących zagadnień: produkt krajowy brutto (PKB), inflacja, wzrost gospodarczy, optimum Pareta. Wykład jednak znacząco został rozwinięty i prowadzący mówił też o starożytności, o Sokratesie i szkole perypatetyków. Nie zabrakło też przywołania nazwisk bardziej współczesnych ekonomistów i filozofów, np. Karola Marksa i Róży Luksemburg (mówi się, że Karol Marks i Fryderyk Engels – klasycy ekonomii politycznej socjalizmu – uratowali kapitalizm przed upadkiem. W swych dziełach wskazali słabości tego systemu, a kapitaliści przyjęli je na poważnie i zaczęli wzmacniać słabe strony swego gospodarowania, m.in. zbyt drastycznego eksploatowania siły roboczej).
– Ekonomia to nauka o gospodarowaniu i wielu ludzi się na jej temat wypowiada. Nie mają wiele do powiedzenia ale chcą mówić. Jedna z tych osób stoi przed wami – żartował dr Piotr Maszczyk. Ekonomia wynika z „rzadkości”, czyli niedostatku zasobów, które ludzie chcieliby mieć przy cenie równej zero. Chodzi więc o kreowanie różnych dóbr. Najlepiej, gdyby można było robić coś z niczego. Banki kreują pieniądz, czyli tworzą go właśnie z… niczego – żartował wykładowca, dr Piotr Maszczyk. Dlatego, tak wiele osób chciałoby mieć bank, a niełatwo go założyć.

Fot. Kazimierz Netka.

Gdyby źródła energii były bezpłatne, dostępne w wystarczających ilościach, to ekonomia, taka, jaką teraz znamy, być może przestałaby istnieć. Każdy, kto znałby odpowiedni sposób, zrobiłby sobie, z atomów, co by chciał. Przestałby więc istnieć problem niedostatku zasobów.
Niestety, ludzkości nie udało się znaleźć niewyczerpalnych, łatwo dostępnych źródeł energii. Odkryli zaś, na szczęście, pułapkę maltuzjańską (to teoria Tomasza Malthusa, naukowca, który ostrzega nas: wzrost produktywności i wysokości dochodów powoduje, że przybywa mieszkańców Ziemi, ale nie prowadzi do polepszenia standardów życia – ludzi bowiem przybywa szybciej niż żywności). Na razie wierzymy, że uda się z niej, z tej pułapki, wyjść, ale mogą nastać takie czasy, że ludzie zaczną walczyć o żywność. Na razie tej walki oraz pułapki maltuzjańskiej unikamy – dzięki zielonej rewolucji.
Podczas wykładu przypomniano Różę Luksemburg, która zauważyła, że nieograniczony wzrost usiłuje się połączyć z ograniczonymi zasobami Ziemi. Gdyby każdy człowiek zużywał tyle dóbr, ile konsumuje przeciętnie Amerykanin to ludzkość potrzebowałaby więcej takich globów jak Ziemia.
Ekonomia jest więc smutną nauką. Udziela odpowiedzi na pytania: co, jak i komu produkować. Wytwarzamy to, czego potrzebują ci, którzy posiadają pieniądze. Jeśli nie masz pieniędzy, to może ktoś ci da, albo… zdychaj. Tak bywa w Kalkucie, a także na Morzu Śródziemnym. Nie masz? To umierasz…

Fot. Kazimierz Netka.

Wskazywano różne sposoby ratowania ludzkości. Doktryna komunistyczna brzmiała: od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb.
Społeczna nauka Kościoła, zawarta w encyklice Centesimus annus (łac. „Setna rocznica”; wydana bowiem została 100 lat po opublikowaniu encykliki Leona XIII Rerum novarum) − napisana przez papieża Jana Pawła II wskazuje, że płaca powinna być godziwa, sprawiedliwa.
Tymczasem, to rynek decyduje, ile coś jest warte, w tym na ile potrzebna jest nasza praca. Ale, panuje też merytokratyczny (według zasług, uznania, pozycji społecznej) mechanizm koordynacji. Istnieją też etyczne granice rynku: nie wszystko da się kupić za pieniądze. Naukowiec Michael Sandel wyróżnia zachowania etycznie pieniężne.
W Izraelu, przy pomocy pieniędzy próbowano zachęcać ludzi do pożądanych zachowań. Wprowadzono kary finansowe za spóźnienia po odbiór dzieci z przedszkoli. Gdy ludzie zaczęli płacić, to spóźnienia po dzieci jeszcze się zwiększyły.
Człowiek to istota, która dość dziwnie się zachowuje. Już Arystoteles zauważył, że istnieje homo oeconomicus – człowiek racjonalny, człowiek gospodarujący.
Jak homo oeconomicus reaguje? Wyjaśnia to gra w ultimatum: zgodzę się podzielić z Tobą pieniędzmi ale pod warunkiem, ze mi za to zapłacisz. Chodzi o eksperyment ekonomiczny: ktoś dostanie pieniądze, np. 100 dolarów, pod warunkiem, że się tą kwotą z kimś podzieli oraz ten ktoś ofertę podziału przyjmie, np. zgodzi się przyjąć zaledwie dolara. Propozycja może być jednorazowa. Zwykle ludzie nie godzą się na tak niesprawiedliwy podział. Przystają na propozycję, gdy dostaną co najmniej 20 procent dzielonej kwoty. Definicja racjonalności homo oeconomicus wynosi 66 do 33 – wyjaśniał dr Piotr Maszczyk podczas wykładu.

Fot. Kazimierz Netka.

Gra odbywa się także na giełdach. Tam jednak panuje różne modelowanie zachowań inwestorów. Istnieje prawo użyteczności krańcowej (korzyść krańcowa każdej kolejnej konsumowanej jednostki dobra jest mniejsza od korzyści krańcowej poprzedniej jednostki dobra. Prawo malejącej użyteczności krańcowej, zwane też prawem Gossena – jest to prawo zwane powszechnie prawem malejącej użyteczności krańcowej lub prawem nasycalności potrzeb. Polega ono na tym, że użyteczność krańcowa dobra, w skrócie nazywana: MU – czyli Marginal Utility, spada wraz z przyrostem ilości nabywanego dobra bądź usługi. Każda dodatkowa jednostka dobra daje nam mniej zadowolenia. Im więcej czegoś mamy, tym mniej jest ono dla nas cenne – to prawo malejącej użyteczności krańcowej. Wielu ludzi uważa się za milionerów z chwilowymi problemami finansowymi.
Tymczasem, warto pamiętać o zasadzie Miltona Friedmana: darmowy lunch nie istnieje. Jedząc ten lunch musimy ponieść koszty alternatywne: poświęcić na lunch trochę czasu, który moglibyśmy przeznaczyć na skorzystanie z siłowni, na spacery, sen, lekturę. To są też koszty alternatywne wykładu, bo zamiast na nim siedzieć, moglibyśmy pójść do kina.
Interesująca jest w ekonomii zasada: gorszy pieniądz wypiera lepszy. To znaczy, jeśli na rynku są pieniądze srebrne i złote, to owe złote zostaną wyparte z użycia, bo ludzie zaczną je gromadzić.
Warto też wiedzieć, że istnieje prawo malejących przychodów krańcowych. Na przykład: wzrost zatrudnienia od pewnego poziomu sprawia, że efekty produkcji dostarczonej przez dodatkową siłę roboczą są coraz mniejsze. Model popytowy, model homo oeconomicus, model równowagi ogólnej, w ekonomii jest to system zależności funkcjonalnych, wyrażający taki stan gospodarki wymiennej, kiedy wszystkie gałęzie są zrównoważone wewnętrznie i znajdują się w równowadze między sobą. Po raz pierwszy warunki takiej równowagi zostały określone przez Leona Walrasa.
W działalności gospodarczej homo oeconomicus jest więc wiele jeszcze do zbadania. Ekonomia stara się tego rodzaju zagadnienia wyjaśniać. Jako nauka dzieli się na dyscypliny interesujące się różnymi zagadnieniami. Pojedynczymi firmami zajmuje się mikroekonomia. Gdy zaczyna być poddawana analizie zbiorowość firm – to mamy do czynienia z makroekonomią, natomiast gałęzie przemysłu to przedmiot zainteresowania mezoekonomii. Wysokość produkcji, tempo rozwoju gospodarczego, inflacja, bezrobocie – tym zajmuje się makroekonomia.
Wyodrębniły się też ekonomie: pozytywna i normatywna. Ta pozytywna ma za zadanie zajmowania się tym, co można ocenić według kryteriów prawdy i fałszu.
Ekonomia normatywna zajmuje się opiniami, wartościowaniem, osądzaniem co dobre, słuszne, pożądane, efektywne.
Dla ekonomistów interesującym, ważnym zjawiskiem jest popyt – ujawnianie chęci zakupu przy równych cenach, ale jest też koszt alternatywny. Niezmiernie istotne jest w kształtowaniu tego zjawiska zrozumienie motywów dokonywania zakupów i oddziaływania na konsumentów. Zwrócił na to uwagę m.in. prof. Robert Cialdini z Uniwersytetu w Arizonie. Wskazał 6 rodzajów – zasad wywierania wpływu na ludzi: wzajemności; zobowiązania i konsekwencji; dowodu społecznego (bo inni tak robią); lubienia kogoś (postępujemy tak, jak owa lubiana przez nas osoba); autorytetu; zagrożenia, że czegoś może zabraknąć.
Na wzrost zainteresowania towarem nie zawsze wpływa obniżenie jego ceny. W jednym ze sklepów nikt nie chciał kupować jakiegoś z pozoru mało atrakcyjnego przedmiotu, tzw. kurzołapa. Dlatego, właściciel polecił, by cenę tej „pułapki” kurzu zmniejszyć o 50 procent. Przez pomyłkę sprzedawczyni cenę podwyższyła o połowę. I „kurzołapy” zostały wykupione!

Fot. Kazimierz Netka.

Obniżka cen nie powoduje wzrostu zainteresowania np. w przypadku prezentów, jedzenia dla dzieci, niemowląt; dóbr, których nie konsumujemy sami.
Na dobra luksusowe również popyt rośnie, mimo że cena też. Mamy tu do czynienia z efektem snoba, opisanym przez Harveya Leibensteina. Grupa snobów w USA nie kupuje np. hamburgerów, bo według nich jest to jedzenie dla zwykłego obywatela. Gdy drożeją: złoto, akcje – wtedy bogaci je kupują. Substytuty, dobra pokrewne, komplementarne, gusta i preferencje mają wpływ na popyt – mówił dr Piotr Maszczyk. Dlatego tak ważne jest tworzenie marki – czyli wyobrażeń konsumentów o tym, co im oferujemy; badanie ich odczuć wywoływanych naszymi produktami.
Za to popyt na sól nie zmienia się wraz ze zmianami dochodów ludności. Jest bowiem tania i zużywamy jej niewiele. To towar o elastyczności dochodowej równej zero. W ekonomii wyróżnia się tzw. dobra Giffena. Są to np. ziemniaki, chleb. Bywa, że wielkość ich zakupów zwiększa się, nawet gdy cena rośnie.
Ekonomiści wskazują też na efektywność według Pareta. Włoch Pareto żył pod koniec XIX wieku. Według niego efektywna alokacja (rozwiązanie problemu) to taka sytuacja, kiedy nie da się zwiększyć puli komuś, bez zmniejszenia puli komuś innemu. Efektywna to nie znaczy pożądana. Efektywność według ekonomistów to proces, w którym udaje się zadowolić konsumentów przy wykorzystani dostępnych zasobów jakichś bogactw. Efektywność Vilfreda Pareta jest wtedy, gdy zastosujemy proces produkcji pozwalający poprawić sytuację kogoś, bez pogarszania sytuacji innego człowieka.
Ekonomia wskazuje, że 20 procent produktów z oferty sklepu generuje 80 procent przychodów, ale szerokość oferty ma tu olbrzymie znaczenie. Ta proporcja utrzymuje się bowiem również wówczas, gdy te mniej przychodowe produkty wycofamy z półek. Skutek: suma przychodów się zmniejszy, bo mniej sprzedamy.
Jeśli zabierze się możliwość wyboru, albo ja zmniejszy – uznanie dla oferty spada. Oferta nie może być mniejsza niż u konkurencji. Chodzi np. o liczbę rodzajów produktów oferowanych do sprzedaży
Kupujący chcą mieć duże możliwości wyboru. Stąd wniosek: oferta naszej gazety nie może być mniejsza od oferty gazety konkurencyjnej. Tu jednak możemy mieć do czynienia z konkurowaniem z samym sobą, jeśli nierozsądnie będziemy rozbudowywać paletę swych produktów prasowych, radiowych, telewizyjnych, internetowych. Nie zapominajmy przy tym o mediach społecznościowych…

Kazimierz Netka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.