„Łyk” prawdy o polskich portach morskich

Nie mają strategii…

Hamburg i Brema – niemieckie porty, oddalone są od siebie o ponad sto kilometrów. Mimo takiego dystansu, współpracują ze sobą. Ta kooperacja nazywana jest coopetition, co znaczy, że niektóre działania zarządy portów uzgadniają, ale też rywalizują o ładunki, nie zawsze zdradzają swe pomysły. Mówiono o tym w Gdańsku, podczas tegorocznego Transport Week – 3-dniowego międzynarodowego spotkania przedstawicieli rynku transportowego z regionu Morza Bałtyckiego oraz Europy środkowo – wschodniej. Reprezentanci trójmiejskich portów przekonywali, że rywalizacji między nimi nie ma.

– Słyszę tu, jak wspaniale porty współpracują ale my mamy zupełnie inne wrażenie – powiedziała Urszula Kowalczyk z Instytutu Morskiego w Gdańsku. – Zauważyliśmy na przykład, że jeżeli w coś „wchodzi” Gdańsk, to Gdynia się tam nie pojawi. Szersze pole do współpracy oba porty dostrzegają w problematyce celnej, kontroli fitosanitarnej, podatkach, ale nie ma żadnej wspólnej strategii, dotyczącej skierowania ładunków z południa Polski do portów w Trójmieście i Szczecinie – Świnoujściu. Właściciele ładunków wybiorą łatwiejszą drogę, a my nie mamy ich czym zachęcić, bo brakuje wspólnej portowej strategii – mówiła reprezentantka Instytutu Morskiego.

Pozyskiwaniu towarów z południa dla portów w Gdańsku i Gdyni ma służyć korytarz Bałtyk – Adriatyk. Zdaniem prof. Marka Grzybowskiego z Akademii Morskiej w Gdyni, może być odwrotnie. Ładunki będą tym korytarzem uciekać z Polski na południe Europy, na przykład do portu Koper nad Adriatykiem. Dlatego, wspólna strategia trzech portów jest potrzebna. Warto też zastanowić się, czy nie utworzyć korytarza z Trójmiasta nad Morze Egejskie – mówił profesor Marek Grzybowski. Teraz, ładunki stamtąd, wożone są do portu w Hamburgu.

– Z Hamburgiem przegrywamy na przykład w sprawności obsługi kontenerów – mówiła Julita E. Schodowska, szefowa działu w Jabil Circuit Poland z Kwidzyna.

Kazimierz Netka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.