Musimy zacząć budować „arki”. Skandynawia „spycha” Bałtyk na Polskę… Grozi nam potop. Powodzie błyskawiczne już się zdarzają – mówiono w Gdańsku, podczas VI Międzynarodowego Kongresu Smart Metropolia: Przestrzenie relacji; wdrażanie agendy miejskiej Unii Europejskiej.

Na zdjęciu: Uczestnicy debaty pt. „Przygotowanie i reakcja na nawałnice – adaptacja do zmian klimatu”. Fot. Kazimierz Netka.

W Gdańsku trwa dyskusja o inteligentnych miastach, o coraz lepszej komunikacji, cyfryzacji, roweryzacji. O dostatnim życiu. A wszystko to może zniszczyć jedna nawałnica… Mówiono o tym podczas VI Międzynarodowego Kongresu Smart Metropolia. Nie wystarczy zbudować sobie nowoczesne miasto. Żeby dobrze, bezpiecznie i wygodnie w nim żyć, musimy uwzględnić możliwość wystąpienia… potopu.

Skandynawia „spycha” Bałtyk na Polskę…

Trzeba budować arkę – „statek” ocalenia. Czekają nas bowiem zalania, zatopienia, ale też inne nieszczęścia. Przedsmak tych zdarzeń już mieliśmy, nie tylko na Pomorzu, nie tylko w Polsce, ale nawet w najbogatszych i najsilniejszych państwach świata. Jeśli nasza metropolia ma być smart, to musimy takie zjawiska uwzględnić. Nie liczmy, że ktoś zrobi to za nas, że pojawi się współczesny Noe albo Gilgamesz…

 

Na zdjęciu: Na Westerplatte, luty 2017 r. Fot. Kazimierz Netka

Smart metropolia, czyli inteligentna metropolia. Niektórzy mówią, że wyraz „smart” znaczy też sprytny. A więc sprytne miasta. Dlaczego sprytne? Żeby mieszkający w nich ludzie wiedzieli, jak sobie radzić z kaprysami natury. Jak szanować przyrodę, by ona nam krzywdy nie robiła. Inaczej na nic zdadzą się nasze wysiłki budowania inteligentnych miast. Przyroda, jej żywioły, mogą obrócić wniwecz wysiłki człowieka. One, te żywioły, zawsze dawały się nam we znaki, ale teraz, ich ataki są coraz częstsze oraz silniejsze. A nie ma miasta na świecie które całkowicie uchroni się przed takimi kataklizmami. Możemy co najwyżej złagodzić ich wpływ. Dlatego, cały świat przystosowuje się do zmian klimatu. Także Polska. U nas tworzone są miejskie plany adaptacji do zmian klimatu – według projektów zwanych w skrócie MPA – dla 44 miast dużych i ClimCities – dla miast średnich i małych.

Mówimy o miastach, a tymczasem najsilniejszy atak huraganu w Polsce, w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku, zdarzył się na terenach wiejsko – leśnych. Co nie znaczy, że z ogromną siłą natura nie zaatakuje metropolii…

Trzeba więc budować arkę. Grożą nam powodzie. Przed huraganami trudniej się obronić. Oczywiście owo nawoływanie do konstruowania arki, to symboliczne wskazanie naszej sytuacji, naszych powinności w trosce o nas samych i następnych pokoleniach. W owej budowie arki mieści się bowiem zmniejszanie produkcji gazów cieplarnianych i spowalnianie spływu wód opadowych, wzmacnianie budowli. Jak wiadomo, zniszczenia falą tsunami nie uniknęła nawet elektrownia atomowa w supernowoczesnej Japonii. Polska elektrownia nuklearna też ma powstać nad morzem.

 

Fot. Kazimierz Netka

– Po 2020 roku i po Breksicie Europa będzie inna – mówił Markku Markkula – wiceprzewodniczący Komitetu Regionów w Unii Europejskiej podczas VI Międzynarodowego Kongresu Smart Metropolia w Gdańsku. Poruszył te zagadnienia w swym wystąpieniu zatytułowanym: „Polityka Unii Europejskiej wobec metropolii i miast. Kierunki interwencji w obecnej i kolejnej perspektywie finansowej”. Będzie mniej pieniędzy. Komitet Regionów wskazuje między innymi na konieczność ochrony klimatu. Kraje europejskie są liderami w tym zakresie, jeśli chodzi o skalę globalną.

 

Fot. Kazimierz Netka

Na ekstremalne zjawiska klimatyczne wskazywał też Marten Sims, w wykładzie pt. „Szczęśliwe miasto – planowanie przestrzeni publicznej a różne aspekty rozwoju miasta”. Jak bardzo ludzie mogą być „szczęśliwi” wskutek zmian klimatycznych, Marten Sims pokazał na przykładzie miasta Vancouver – w Kanadzie, gdzie temperatura doszła do plus 42 stopnie Celsjusza.

 

Fot. Kazimierz Netka

Potem w sesjach równoległych podczas kongresu Smart Metropolia mówiono m.in. o ubóstwie miejskim, zrównoważonym użytkowaniu gruntów, transformacji energetyki, integracji imigrantów i uchodźców, o cyfryzacji, jakości powietrza, mobilności miejskiej i innych ważnych sprawach.

O jednym jednak nie możemy zapominać. O czym? Odzwierciedla to następujący temat VI Kongresu Smart Metropolia: „Przygotowanie i reakcja na nawałnice – adaptacja do zmian klimatu”. Brzmi to trochę niezbyt przekonywająco. Jakie nawałnice; co to znaczy adaptacja? Może adopcja? Otóż, nawałnica to takie zjawisko: trwająca np. 20 minut ulewa w mieście, trwający 20 minut (albo krócej) huragan, jaki zdarzył się w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku na znacznym obszarze Polski niemal od Bałtyku, przez Bory Tucholskie po Śląsk. Do takich sytuacji musimy się zaadaptować, czyli przystosować nasze życie. Przygotować się do radzenia z podobnymi kataklizmami, których przyczyną jest siła wyższa. W transporcie morskim nazywa się to po angielsku Act of God. Jeśli do radzenia sobie wtedy, gdy zaatakuje nas siła wyższa się nie przysposobimy, to legną pokotem wszelkie nasze dokonania: Jeden huragan – i lasu 100-letniego nie ma. Jeden podmuch – i suwnica stoczniowa leży. Jeden podmuch – i mur przy świątyni upada na człowieka. 20 minut deszczu – i już jest powódź błyskawiczna ( jak np. w lipcu 2016 roku, gdy woda z deszczu zniszczyła nasyp nowiutkiej Pomorskiej Kolei Metropolitalnej).

 

Fot. Kazimierz Netka

Właśnie rozmowom na temat adaptacji do następstw zmian klimatu, do huraganów, powodzi, wysokich temperatur, wysp ciepa, częstego przechodzenia temperatury przez zero stopni Celsjusza, do coraz silniejszych sztormów, do podwyższania się poziomów morza – była mowa podczas dyskusji pt. „Przygotowanie i reakcja na nawałnice – adaptacja do zmian klimatu”. Wypowiadali się m.in.: Ryszard Gajewski – prezes spółki Gdańskie Wody (moderator debaty); Halina Burakowska – dyrektor Oddziału Morskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego (IMGW-PIB) Oddział Morski w Gdyni; Marcin Grądzki – reprezentujący Departament Zrównoważonego Rozwoju i Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Środowiska; Izabela Ratajczak-Juszko – specjalistka z zakresu kontaktów międzynarodowych, konsultantka adaptacji do zmian klimatu; Kazimierz Koralewski – doradca wojewody pomorskiego, radny Gdańska. Wszyscy wskazywali na potrzebę edukacji społeczeństwa w zakresie potrzeby dostosowywania się do zmian klimatu.

Czy naprawdę jest tak źle?

– W 40 krajach na świecie badano, czego ludzie najbardziej się boją – mówił Ryszard Gajewski – prezes spółki Gdańskie Wody (moderator debaty). – Najczęściej odpowiadano: państwa islamskiego i zmian klimatu. Polska znalazła się w grupie krajów, które uznały zagrożenie klimatem za jedno z najniższych.

Jak jest z tym zagrożeniem w Polsce, w Pomorskiem? – mówiła Halina Burakowska – dyrektor Oddziału Morskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczyego(IMGW-PIB) Oddział Morski w Gdyni.

– Miejski plan adaptacji dla Gdańska realizowany jest przez Odział Morski w Gdyni Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy – mówiła dyrektor Halina Burakowska. – Tak się ułożyło, że my robimy miejskie plany adaptacji dla dużych sześciu miast nadmorskich od Szczecina do Elbląga. Miejskie plany adaptacji w naszym obszarze są trochę inne niż gdzie indziej, bo głównym problemem naszym są zmiany zachodzące na Morzu Bałtyckim i to ma decydujący wpływ na wszystko, co się dzieje i będzie działo w mieście.

 

Na zdjęciu: Na Westerplatte, luty 2017 r. Fot. Kazimierz Netka

Miejski plany adaptacji realizowany jest wspólnie z miastem Gdańsk i muszę powiedzieć, że na początku baliśmy się trochę tej współpracy, ale ona się układa rewelacyjnie – powiedziała dyrektor Halina Burakowska. – Miasto bardzo mocno jest zaangażowane. Pracownicy miejscy pomagają nam na wszelki możliwy sposób, aktywnie uczestniczą w naszej pracy, dlatego, że projekt ułożony jest w taki sposób, że my proponujemy jakieś działania, a miasto to ocenia. Miasto oczywiście ma dużo większe doświadczenia na temat swoich problemów wynikających z tego położenia, z zagospodarowania, z różnych problemów finansowych i nie tylko.

Realizujemy ten projekt od lutego, jesteśmy na etapie oceny zmian klimatycznych. Ocenialiśmy trendy zmian na podstawie jeśli chodzi o wiatry, opady, fale zimna, fale ciepła, ważne u nas jest to przejście z plusa na minus, jak długo to trwa, ponieważ to okres występowania gołoledzi.

Jeżeli chodzi o poziom morza – ocenialiśmy to na podstawie ostatnich 60 lat, mimo że metodyka wskazuje by oceniać na podstawie danych z 35 lat. Ale my jako instytut uważamy, że jeśli chodzi o morze, to musimy pokazać trend dłuższy – powiedziała dyrektor Halina Burakowska. – Wiem, że to jest u nas najbardziej medialny temat: zmiany poziomów morza. Chcę powiedzieć, że w ciągu 60 lat wzrost średniego poziomu morza w naszym przypadku w Gdańsku wynosi 5 cm. Szacujemy, że do 2050 roku ten poziom morza wzrośnie w sumie o 10 centymetrów.

 

Na zdjęciu: Na Westerplatte, luty 2017 r. Fot. Kazimierz Netka

Różne są prognozy wzrostu poziomu morza. One wynikają z różnych prac badawczych; są związane nie tylko ze zmianami klimatu, ale też z tym, że od dłuższego czasu podnosi się dno morza w rejonie Skandynawii. W związku z tym szacuje się, że część tych wód spłynie na rejon południowego Bałtyku, czyli do nas. Różnie się o tym mówi. Są projekty sprzed 15 lat gdzie się mówiło, że w ciągu 100 lat poziom morza wzrośnie o 90 – 110 cm. Teraz, jest projekt badawczy, oceniający, że wzrost poziomu morza u nas wyniesie od 50 do 60 cm – mówiła dyrektor Halina Burakowska. Oczywiście tego nie możemy lekceważyć, ale to są prace takie trochę badawcze. Jak każda praca badawcza, tak również ta, bierze pod uwagę to, że się będzie bardziej wypiętrzało albo mniej.

My zmiany oceniamy na podstawie prowadzonych bardzo szczegółowych wieloletnich badań. W związku z tym, trzeba mieć na uwadze, że zmiany mogą być takie jak prognozują różne gremia badawcze, ale w naszej ocenie te 10 cm jest prawdopodobne i w zasadzie można powiedzieć, że realne i na ten wzrost poziomu morza musimy być w Gdańsku, szczególnie na terenach portowych rejon Przeróbki, portu – ale to jest wzrost poziomu Bałtyku, z którym możemy sobie poradzi.

We wszystkich miastach w których robione są plany adaptacji z 18 sektorów powinny być wybrane 4 najbardziej wrażliwe. W Gdańsku akurat wybraliśmy sześć, wspólnie oczywiście z zespołem miejskim. To są: transport, energetyka, tereny zabudowy mieszkaniowej o wysokiej intensywności, różnorodność biologiczna, gospodarka wodna i zdrowie publiczne.

Jeśli chodzi o transport to wcale nie jest zaskakujące, ze względu na specyficzny układ Trójmiasta. Wszystko co dzieje się na górnym tarasie, szczególnie powodzie błyskawiczne – powodzie miejskie – woda deszczowa musi spłynąć na dół i blokuje cały ruch; transport między Gdańskiem i Gdynią. Jeżeli jest oblodzona obwodnica, to na dole jest korek. Z Gdyni się wraca do Wrzeszcza 3 godziny, gdy obwodnica jest oblodzona i zamknięta. W związku z tym chcemy ten projekt zrobić tak, żeby uwzględnić wszystko, co miasto ma w planach. Przejrzeliśmy wszystkie programy strategiczne, raporty, ochrony środowiska, działań we wszystkich sektorach. Jest tabela w sprawozdaniu z II etapu MPA i w niej są ocenione wszystkie te dokumenty pod kątem proponowanych działań miast, które nie wynikaj,a ale bardo dobrze się w to wpisują – powiedziała dyrektor Halina Burakowska.

 

Na zdjęciu: Na Westerplatte, luty 2017 r. Fot. Kazimierz Netka

Na koniec tego projektu chcemy zrobić listę działań niezbędnych uwzględniając to, co miasta mają w planie wprowadzając dodatkowe elementy. Chcemy z tego stworzyć dokument strategiczny. W tej chwili w Instytucie jest zespół pracujący od początku tego projektu który będzie robił ocenę oddziaływania na środowisko i zakończy się to listą niezbędnych działań, która będzie akceptowana przez Radę Miasta.

W głównej mierze będą to działania wyjęte ze wszystkich planów i programów które miasto już ma. Gdy się czyta te programy to wszędzie mówi się o bezpieczeństwie, o komforcie, o poprawie życia mieszkańców, o różnorodności biologicznej, o zachowaniu różnych terenów, które są ważne dla zmian klimatu.

Jedna rzecz, która będzie dla nas najważniejsza, dla wszystkich ludzi, to jest edukacja. Dlatego, że zmiany klimatu są faktem, z tym nie ma co dyskutować. Wszystkie trendy, jakie ocenialiśmy: temperaturę wysoką, niską, liczbę dni z deszczem, ze śniegiem, liczbę dni z gwałtownymi zmianami – wszystko ma trend wzrastający z wyjątkiem jednego. Trend malejący jest tylko w minimalnej temperaturze; ona się podniesie. Może nie tragicznie; to nie wygląda dramatycznie, ale trend jest rosnący wszystkich zjawisk u nas, zaczynając od zmian poziomu morza – co widać szczególnie w tym roku na morzu: gwałtowność zjawisk, długość trwania zjawisk, nieprzewidywalność. Mamy pławy meteorologiczne w strefie głębokowodnej morza i wierzcie mi państwo, że czekamy miesiącami, żeby mógł wypłynąć statek by tam zrobić prace serwisowe. Były w ubiegłym tygodniu dwa dni spokojne: środa i czwartek, a w piątek już się tak zmieniła pogoda, że nie można było nic robić. Nie zdajemy sobie sprawy z gwałtowności czasu trwania zjawisk – cały październik był prawie non stop sztorm, nawet powyżej 10 stopni w skali Beauforta. I to wszystko przekłada się na strefę brzegową. Instytut już zaczyna robić różne rzeczy w sensie ostrzegania. Mówię to w kontekście edukacji. Cały czas ostrzegamy od wielu lat dla polskiej strefy brzegowej, to jest 10 mil morskich w kierunki na północ i kilometr na lądzie mówiła Halina Burakowska – dyrektor Oddziału Morskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego.

 

Fot. Kazimierz Netka

Cechą charakterystyczną miast są powstające w nich „wyspy ciepła” – miejsca o podwyższonej temperaturze.

– Miasto Gdańsk i reszta miast nadmorskich ma pozytywną cechę – mówiła podczas VI Międzynarodowego Kongresu Smart Metropolia dr Ewa Jakusik – adiunkt w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowym Instytucie Badawczym (IMGW-PIB). – Bo mamy incydentalne występowanie tej miejskiej wyspy ciepła i jest czyste powietrze ze względu na silne wiatry, jego porywy. Wiatr przewietrza miasto.

Powstał podręcznik jak przygotowywać plany adaptacji w miastach do zmian klimatu. Plany te trzeba będzie wdrożyć i to jest zadanie dla samorządów, zaangażowanych w projekt Pragniemy, by polskie plany adaptacji były włączone w Agendę Miejską Unii Europejskiej. Utworzyliśmy grupę nieformalną, w skład której wchodzą reprezentanci Ministerstwa Środowiska, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Wrocławia – mówił Marcin Grądzki – reprezentujący Departament Zrównoważonego Rozwoju i Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Środowiska.

 

Na zdjęciu: Na Westerplatte, luty 2017 r. Fot. Kazimierz Netka

– Życie uczy pokory. W swej pracy radnego Miasta Gdańska oceniałem, że środki wydatkowane na ochronę przed powodziami są zbyt nikłe. W ochronie przeciwpowodziowej ważna jest retencja; ona jest niedoceniana. Widzę potrzebę nadania wyższej rangi temu problemowi, a jeśli chodzi o nowe inwestycje – to istotne są wrota przeciwsztormowe na przykład do ochrony Nowego Dworu Gdańskiego – mówił Kazimierz Koralewski – doradca wojewody pomorskiego, radny Miasta Gdańska.

Adaptacja do zmian klimatu jest procesem, w który nie zawsze musi angażować technologie – podkreślała Izabela Ratajczak-Juszko – konsultantka adaptacji do zmian klimatu. W naszych warunkach ogromne znaczenie mogą mieć think-tanki – niezależne komitety doradcze. Wiele miast w Europie ma plany adaptacji do zmian klimatu. Od nich możemy się uczyć, na przykład od Kopenhagi. W Meksyku natomiast, gdzie jest duże zapylenie, planowano posadzić rośliny na dachach. Władze miasta doszły jednak do wniosku, że będzie to za drogo i zaczęły zalesianie.

Może warto zorganizować ogólnopolską kampanię informacyjną – proponował prezes Ryszard Gajewski. Niezmiernie ważna jest bowiem edukacja.

Na znaczenie edukacji wskazywał też Kazimierz Koralewski – radny Rady Miasta Gdańska, doradca wojewody pomorskiego. Społeczeństwo to nasz największy kapitał. Świadome społeczeństwo to kapitał jeszcze większy – mówił Kazimierz Koralewski. Wyliczane są straty powodziowe na majątku miejskim. Nie wiemy dokładnie, ile tracą firmy i jakie są koszty stania samochodów w korkach, gdy ulice są zalane. Spada też konkurencyjność gospodarki Pomorza.

Kazimierz Netka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.